Sunday, August 10, 2008

Antypolonizm Is this how You saying thank you for saving Your Live? Poland Jews Story

Antypolonizm Is this how You saying thank you for saving Your Live? Poland Jews Story

Prezydent Izraela: Wykupujemy Polske, Manhattan, Wegry i Rumunie!

A real hero - Witold Pilecki - A Volunteer for Auschwitz


ZBRODNIE (ŻYDO)KOMUNISTÓW- "Rabin kontra prof. Nowak" 1/2

ZBRODNIE KOMUNISTÓW- "Gen. August Emil Fieldorf 'Nil' " 1/2

Profesor Wolniewicz + Profesor Nowak w TV TRWAM
B.Wolniewicz RADIOMARYJA - PRZEDSIĘBIORSTWO HOLOCAUST cz 1


Sunday, August 3, 2008

WAŻNIEJSZE OSIĄGNIĘCIA POLSKIEJ GEOTERMALNEJ ASOCJACJI Polish Geothermal Association

WAŻNIEJSZE OSIĄGNIĘCIA POLSKIEJ GEOTERMALNEJ ASOCJACJI Polish Geothermal Association


Powstawanie i działalność przed 1996 rokiem.

W dniu 15 września 1993 roku odbyło się w Zakopanem - Koscielisku zebranie założycieli PGA. Zebranie odbyło się po dwudniowym, międzynarodowym Seminarium na temat "Rola wód geotermalnych w ochronie środowiska przyrodniczego". W zebraniu uczestniczyło 26 osób, które jednogłośnie postanowiły powołać Polską Geotermalną Asocjację. Został powołany Komitet Założycielski PGA w składzie:

- prof. dr hab. inż. Julian Sokołowski mgr inż. Maria Gładysz







- mgr inż. Andrzej Gąsienica - Makowski,

- mgr inż. Antoni Parecki.

Na zebraniu określono podstawowe cele i kierunki działania Polskiej Geotermalnej Asocjacji:

- wspieranie badań i działań zmierzających do poznania i wykorzystania zasobów geotermalnych w Polsce,

- popieranie edukacji naukowej, technicznej i przyrodniczej, związanej ze sprawami geotermii i środowiska,

- gromadzenie i udostępnianie informacji o zasobach geotermalnych i badaniach związanych z geotermią

- nawiązywanie i poszerzanie współpracy międzynarodowej z organizacjami zajmującymi się problematyką rozwoju geotermii, a szczególnie z Międzynarodową Geotermalną Asocjacją.

Powołany wówczas Komitet Założycielski zgodnie z wymogami sądu, postanowił ukonstytuować Tymczasowy Zarząd Polskiej Geotermalnej Asocjacji w tym samym składzie co komitet założycielski.

W dniu 12 września przewodniczący Tymczasowego Zarządu PGA podpisał w imieniu Polskiej Geotermalnej Asocjacji porozumienie o afiliacji z Migdzynarodow Geotermalną Asocjac, które zostało zaakceptowane przez Radę Dyrektorów IGA 8-go listopada 1993 roku. W dniu afiliacji PGA liczyła 47 członków (nie posiadała jeszcze decyzji sądu o przyjęciu rejestracji)

W dniu 31 grudnia 1993 roku Polska Geotermalna Asocjacja została wpisana do rejestru stowarzyszeń w Sądzie Wojewódzkim w Krakowie, a osobowość prawną uzyskała 25 stycznia 1994 roku.

17 czerwca 1994 roku odbyło się I Walne Zebranie Członków PGA, na którym w regulaminowym głosowaniu został wybrany Zarząd Polskiej Geotermalnej Asocjacji w następującym składzie:

- przewodniczący - prof. dr hab. inż. Julian Sokołowski,

- sekretarz - Agnieszka Sadowska

- skarbnik - mgr inż. Grażyna Hołojuch,

- członek - mgr inż. Maria Gładysz,

- członek - prof. dr hab. Stanisław Ostaficzuk,

- członek - dr Wiesław Bujakowski,

- członek - mgr inż. Antoni Parecki.

oraz Komisja Rewizyjna Polskie Geotermalnej Asocjacji w składzie:

- przewodniczący - prof. Andrzej Parczewski,

- członek - dr inż. Elżbieta Pilecka,

- członek - mgr inż. Jan Lemparty.

Na zebraniu podjęto decyzję o udziale polskiej delegacji z ramienia PGA w światowym Kongresie Geotermalnym we Florencji, w maju 1995 roku oraz o zorganizowaniu przedkongresowej wycieczki na Podhalu. W tym samym dniu ( 17.06.1994) miało miejsce I Posiedzenie Zarządu Polskiej Geotermalnej Asocjacji.

W dniach 17-19 października PGA wspólnie z Radą Ekologiczną przy Prezydencie RP i Polską Akademią Nauk zorganizowała w Zakopanem seminarium nt.: "Rola wód geotermalnych w ochronie środowiska przyrodniczego Tatr, Podhala, Spisza, Orawy, Pienin i Gorców".

Przed seminarium zostały wydane następujące artykuły w oddzielnej publikacji

- Zagadnienia ekorozwoju Podhala - prof. S. Kozłowski;

- Karpaty jako "Ekozaplecze" Polski - prof. R. Ney;

- Zasady ekorozwoju Tatr, Podhala, Spisza, Orawy, Pienin i Gorców z uwzględnieniem niekonwencjonalnych nośników energii - prof. J. Sokolowski, mgr F. Bachleda-Księdzularz;

- Ekologiczne korzyści wykorzystania wód geotermalnych na Podhalu - dr W. Bujakowski, prof. J. Sokolowski, mgr inż. P. Długosz, prof. A. Długosz;

- Komercyjne wykorzystanie wód geotermalnych w różnych regionach Polski:

- Stan obecny i program wykorzystania energii geotermalnej na Podhalu - prof. J. Sokołowski, mgr inż. P. Długosz, dr W. Bujakowski;

- Wykorzystanie energii geotermalnej w Polsce na przykładzie miejskiego systemu grzewczego w Pyrzycach opartego o ciepłownię_ geotermalną_ - prof. Z. Meyer;

- Możliwości wykorzystania wód termalnych w energetyce cieplnej północno-zachodniej Polski - mgr A. Parecki;

- Komercyjne wykorzystanie wód geotermalnych w Żyrardowie - mgr M. Balcer;

- Możliwości komercyjnego wykorzystania energii geotermalnej w Polsce - inż. J. Sokołowska;

- The economic advantages of geothermal water utilization using Geotermia Podhalańska as a case - K. Sorensen, L. T. Hansen, mgr inż. P. Długosz;

- Elektrownie atomowe a ekorozwój - prof. W. Bojarski.

Powyzsza dzialalnosc zostala wysoko oceniona przez gremium uczestnicz_ce w seminarium, dowodem czego jest przyznanie nagrody Przewodniczącemu PGA prof. Julianowi Sokołowskiemu przez Przewodniczącego Ligi Ochrony Przyrody za rok 1994.

Przygotowano trzy referaty na Swiatowy Kongres Geotermalny w 1995 oraz przygotowano przewodnik dla uczestników przedkongresowej wycieczki, która miala miejsce na terenie Podhala.

W 1995 roku głównyrni akcentami działalnosci PGA były: uczestnictwo delegacji PGA w światowym Kongresie Geotermalnym we Florencji oraz zorganizowanie wycieczki na Pndhale i do Słowacji dla uczestników światowego Kongresu Geotermalnego.

W dniach 18 - 31 maja 1995 roku we Florencji odbył się światowy Kongres Geotermalny. Ze strony PGA w Kongresie uczestniczyła delegacja w składzie:

- Julian Sokołowski,

- Józefa Sokołowska,

- Stanisław Ostaficzuk,

- Andrzej Myśko,

- Wiesław Bujakowski,

- Beata Kępinska,

- Marek Balcer,

- Grażyna Hołojuch,

- Agnieszka Sadowska.

Przewodniczący PGA prof. Julian Sokołowski wygłosił na Kongresie trzy referaty:

- Bieżący raport geotermalny z Polski (opracował J. Sokołowski)

- Efekty zatłaczania wód geotermalnych w Polsce (opracował J. Sokołowski, J. Sokołowska, P. Piwiński)

- Wykorzystanie energii geotermalnej w ochronie środowiska Tatr, Pienin i Grców (Z. Krzan, J. Sokołowski)

PGA wspólnie ze Słowacką Asocjacją Geotermalną przygotowała jedną z wycieczek, które znalazły się w programie imprez światowego Kongresu Geotermalnego we Florencji. Polska część wycieczki odbyła się w dniach od 18 do 20 maja na Podhalu.Uczestniczyło w niej 12 osób - specjalistów z dziedziny geotermii z U.S.A., Japonii, Islandii, Nowej Zelandii i Słowacji. Uczestnicy wycieczki otrzymali wydany przez PGA przewodnik po regionie Podhala i południowej Polski. Głównym celem wycieczki była prezentacja aktualnego stanu i perspektyw wykorzystania energii geotermalnej na Podhalu, poza tym uczestnicy mieli okazję poznania historii i kultury regionu Podhala, Tatr i Krakowa.

Dzięki dotacji Narodowego Funduszu Ochrony środowiska i Gospodarki Wodnej, za co wyrażamy gorące podziękowania, przygotowano i wydano następujące publikacje:

- Referaty na Swiatowy Kongres Geotermalny we Florencji.

- Przewodnik dla uczestników wycieczki przedkongresowej na Podhalu.

- Prowincje i baseny geotermalne Polski, wersje polsko- i anglojęzyczna,

- Informator o Zakładzie Geotermalnym na Podhalu.

Innymi ważnymi działaniami PGA były w roku 1995:

- Współudział w organizacji warsztatów geotermalnych w Warszawie w dniu 27.06.1995. Tematem warsztatów była "Energia Geotermalna w krajach Europy Wschodniej".

- Zorganizowanie I kursu Polskiej Szkoły Geotermalnej w Zakopanem na temat Podstawy Geosynoptyczne rozwoju Geoenergetyki w Polsce. Przygotowano tygodniowy cykl wykładów o warunkach występowania wód geotermalnych w Polsce, sposobach ich zagospodarowania i możliwościach wykorzystania w róznych dziedzinach życia gospodarczego, a w szczególności w ochronie środowiska. W kursie wzięli udział, oprócz specjalistów geologów i geotermików, przedstawiciele władz lokalnych gmin zainteresowanych zagospodarowaniem wód geotermalnych.

- Przetłumaczenie i przygotowanie do druku tłumaczenia francuskiego opracowania albumowego pt.: "Geotermia od gejzera do grzejnika". Do opracowania tego został dopisany specjalny rozdział pt.: "Geotermia w Polsce". środki na wydanie tej pracy zapewniło Ministerstwo Ochrony środowiska, Zasobów Naturalnych i Leśnictwa".
Z prof. dr hab. Ryszardem Henrykiem Kozłowskim z Politechniki Krakowskiej rozmawia Wiesława Mazur

- Import nośników energii, w tym gazu i ropy naftowej, obciąża budżet państwa kwotą 25 mld zł rocznie, tymczasem Pan twierdzi, że jesteśmy "Kuwejtem Europy" i moglibyśmy być samowystarczalni energetycznie. To brzmi jak bajka, opowiadanie science fiction.

- Siedzimy na wulkanie przebogatych zasobów energii i możemy być samowystarczalni. Wiek XIX był wiekiem węgla i pary, XX - ropy naftowej i gazu, XXI będzie wiekiem zasobów energii odnawialnej. Węgla mamy tyle, że przy rocznym wydobyciu na poziomie 100 mln ton starczyłoby go nam na 1000 lat. Szesnaście lat badań Polskiej Akademii Nauk, Polskiego Górnictwa Naftowego i Gazownictwa oraz innych jednostek, które zajmowały się poszukiwaniem ropy, gazu, energii geotermalnej świadczą, że zasoby gazu - odkryte i do udokumentowania - zabezpieczają ekspolatację na wysokim poziomie, na ponad 100 lat. Ale w ciągu najbliższych 20 lat, powszechnym nośnikiem energii będzie wodór. Można budować elektrownie opierając się na wodorze spalanym w ogniwach paliwowych, czerpiąc go z wody. Powracając do zasobów energetycznych Polski, nasza ziemia została obdarzona wyjątkowo szczodrze. W żadnym innym europejskim kraju, a może nawet w żadnym innym kraju na świecie, nie stykają się tak jak u nas cztery jednostki geostrukturalne: prekambryjska plaftforma wschodnioeuropejska, kaledonidy, waryscydy i alpidy. Podobne położenie rokuje mnogość bogactw i gazu, i ropy, i wody geotermalnej. Energii zasobów odnawialnych - myślę przede wszystkim o zasobach energii geotermalnej - posiadamy nieprzebrane bogactwo. Wynoszą 625 tys. petadżuli (PJ) na rok. Jeden petadżul jest odpowiednikiem energii zawartej w 23 tys. ton ropy naftowej. To są zasoby odnawialne stałe i znajdują się na 80 proc. powierzchni Polski. Zapotrzebowanie Polski na energię wynosi 4 tys. PJ rocznie. Geotermalnej energii odnawialnej mamy 154 razy więcej niż jej w chwili obecnej potrzebujemy. Niemcy w zasoby geotermalne są trzy razy ubożsi niż my. Wielkie zasoby geotermii posiada Ukraina, ale nie są tak, jak nasze udokumentowane. Ostatnie badania w Niemczech potwierdziły, nasze wcześniejsze prognozy i obliczenia.

- Zaraz zaraz, Panie Profesorze, mówił Pan o węglu kamiennym. Czy dobrze pamiętam, że w rozpoznanych złożach mamy go podobno ok. 40 mld ton. Wystarczyłoby nam więc węgla kamiennego przy tym rocznym wydobyciu, o którym Pan wspomniał, na 400 lat. Zasoby geologiczne węgla brunatnego wynoszą ok. 13 mld ton - przy wydobyciu ponad 60 mln ton węgla brunatnego w roku, starczy tego paliwa na ponad 200 lat.

- Podane przez Panią dane są zaniżone. Króluje i rozpowszechniane jest kłamstwo, że mamy mniejsze zasoby niż one są w rzeczywistości. Mówię, nie tylko o węglu. Taka była polityka. W czasach PRL kupionych zostało z kredytu Banku Światowego 6 zestawów amerykańskich urządzeń wiertniczych. Miały być kontynuowane poszukiwanie, rozpoznawanie i wydobywanie bogactw naturalnych, ale urządzenia stały bezużytecznie. Prawie nie korzystano z nich, schowana została dokumentacja przeprowadzonych badań. Konsekwencja? Importujemy niepotrzebnie ogromne ilości gazu rosyjskiego. Wmawia nam się, że bez tego importu nie damy sobie rady, a to nieprawda. Na Górnym Śląsku węgla kamiennego mamy ok. 43 mld ton. Prof. Julian Sokołowski, który dwa lata temu odszedł od nas do nieba i był prawdziwym guru geotermii, a ja w tym zakresie jestem jego uczniem - ocenił, że węgla w Rowie Lubelskim mamy aż 60 mld ton. Razem to 100 mld ton, tylko węgla kamiennego! Mając takie bogactwo, należy myśleć o budowie karbochemii. Węgiel jest zbyt cennym surowcem, żeby go spalać. W procesie technologicznym odgazowania węgla otrzymuje się gaz, tańszy od tego, który chcemy sprowadzać zza granicy i przetrzymywać w terminalach, które zamierzamy właśnie budować za ciężkie miliony.

- To chyba pytanie retoryczne, czy warto węgiel przetwarzać, uzyskując z niego np. benzynę syntetyczną, kiedy ropa naftowa tak drożeje? Cena za baryłkę (159 l) przekracza już 75 dolarów. Mówią, że niedługo baryłka może kosztować nawet do 100 dolarów! Rafinerie benzyny syntetycznej otrzymywanej z przeróbki węgla, budowane są w wielu krajach. My, siedząc na węglu, zastanawiamy się bez końca, czy taka rafineria mogłaby się nam opłacać...
- Chcąc pchnąć nasz kraj energicznie do przodu i go zmienić, trzeba odblokować różne kurki niemożności, wykorzystać wiedzę, badania naukowe. Wcale przy tym nie trzeba wyważać zamkniętych drzwi, myśmy już to zrobili. Pełniłem różne funkcje kierownicze w uczelni, ale już ich pełnić nie chcę, bo zajmuję się Programem dla Polski, to zajmuje cały mój wolny czas. Węgiel w Polsce musimy przetwarzać. Geotermia musi ruszyć. W Polsce 76 proc. energii pochodzi ze spalania węgla, w krajach europejskich tak było 20 lat temu i postanowili tę sytuację zmienić. Węgiel, spalając się, emituje oprócz powodującego efekt cieplarniany CO2, który można wyłapywać bardzo niebezpieczne związki rtęci powodujące epidemię raka, o tym niewiele się mówi. Wykorzystanie energii geotermalnej do produkcji ciepła i prądu staje się koniecznością. Nie tylko dlatego, że z odnawialnych źródeł do 2010 r. powinniśmy otrzymywać 7,5 proc. energii, na razie otrzymujemy oficjalnie 3 proc., a naprawdę chyba nie więcej niż 2 proc. Dodam, że wśród wszystkich zasobów energii odnawialnej - myślę o energii z biomasy, słonecznej, wiatrowej, wodnej, jaką możemy wykorzystywać - geotermalna stanowi 99,8 proc.
- Profesorskie trio: Julian Sokołowski, Jacek Zimny, Ryszard Kozłowski, autorzy obszernego opracowania "Polska XXI wieku" dzielnie walczyło przez lata, o lepszą Polskę z gospodarką, która dzięki taniej energii będzie mogła skutecznie konkurować z gospodarkami o wiele bogatszych od nas krajów, dogoni je i prześcignie...

- A dlaczego nie? Tania energia jest podstawą wzrostu konkurencyjności gospodarek.

- Słyszy się jednak, że energia geotermalna jest droga...

- Energia, o której mówimy, jest tańsza od innych. Że jest droższa, to są plotki. Tak właśnie, plotkarsko działało blokujące nas lobby. Bywało, że z ekip rządowych na skutek tych plotek dochodziły do naszej trójki głosy, że jesteśmy szamanami, teoretykami z wyimagowanymi koncepcjami. Tymczasem prof. Sokołowski zanim został pracownikiem PAN wiele lat pracował w jednostkach zajmujących się poszukiwaniem zasobów, w Warszawie, Łodzi, potem w Krakowie. Zimny, podobnie jak ja, twardo chodzi po ziemi. Jestem absolwentem Politechniki Śląskiej, zajmowałem się energetyką pracując w Instytucie Metalurgii Żelaza w Gliwicach, zakończyłem tam pracę 10 wdrożeniami i 20 patentami. Byłem tutaj, w Politechnice Krakowskiej, prodziekanem Wydziału Mechanicznego, przez dwie kadencje prorektorem uczelni. Gdzież tu szamaństwo i bujanie w obłokach? Chciałem, żeby w Krakowie powstała pierwsza eklektrociepłownia na bazie geotermii, ale napotkałem opór. Zakład produkujący energię elektryczną i cieplną z geotermii powstanie w Toruniu i pokażemy, że będzie to energia tania. W Austrii zbudowanie zakładu kosztowało 5 mln euro, u nas można taki zakład zbudować taniej.

- W Bańskiej Niżnej energia z geotermii nie jest tania...

- Nagłośnione zostały koszty związane z drugim otworem. Pierwszy nadzorował prof. Sokołowski. Zakład został uznany przez Amerykanów i Japończyków za wzorcowy. Profesor, współpracując z wójtem gminy, miejscowym księdzem proboszczem i dyrektorem szkoły, zadbał, żeby od razu uruchomiony został system kaskadowy wykorzystania geotermii. Oprócz ogrzewania domów w wiosce, zbudowano basen kąpielowy, geotermia ogrzewa szklarnie, wykorzystywana jest w suszarni drewna, do hodowli ryb - sumów afrykańskich. A był to tylko otwór poszukiwawczy. Drugi otwór w Bańskiej powinien zostać wykonany nie tam, ale w Zakopanem. Wodę geotermalną transportuje się z Bańskiej na znaczną odległość. Straty ciepła trzeba uzupełnić. Proszę sobie wyobrazić, że część pieniędzy na odwiert zużyto na nową nawierzchnię Krupówek. I poszło w świat, że to drogie.
- Centra energii geotermalnej powinny być zbudowane w każdej gminie?

- Tak. To znaczy w 2500 gmin na 2700, bo w tych 2500 gorące wody geotermalne zdatne do wykorzystania znajdują prawie wszędzie, poza okolicami Suwałk i Białegostoku ok. 3 tys. metrów pod naszymi nogami. Takie centrum to nie tylko produkcja energii elektrycznej i cieplnej, także miejsca pracy. Na Górnym Śląsku pod powierzchnią, na ok. 2700 km kw. znajdują się warstwy węgla, a pod nim warstwa dewonu o miąższości 1000 m, o innej niż węgiel strukturze. W dewonie znajdują się wody geotermalne i pary przegrzane. Wystarczy wejść w dewon, żeby wykorzystać właściwości bardzo gorącej wody i pary. Razem z prof. Zimnym opracowaliśmy technologię produkcji energii elektrycznej z wyeksploatowanych kopalń. W tym miejscu pozwolę sobie na dygresję, że likwidowanie kopalń to był błąd. Moim zdaniem kopalnie należało oddać górnikom do dyspozycji - oni wydobywaliby z nich węgiel i nie musieli ginąć w biedaszybach. Pod warstwą węgla, jak już powiedziałem, są świetne warunki geotermalne. Na poziomie chodników, do których można dowiercić się z góry, a potem wejść w dewon, w zamkniętych kopalniach, warto uruchomić turbiny - generatory produkcji energii elektrycznej. Każda kopalnia ma dokładną charakterystykę chodników, są metody satelitarne, dzięki którym wieże wiertnicze łatwo umieścić dokładnie nad chodnikami. Zgłosiłem taki projekt do Brukseli i czekam na odpowiedź, która ma nadejść jeszcze w tym miesiącu. Chcemy ten pomysł z Zimnym wypróbować w kopalni Knurów.

- Dziękuję za rozmowę.

Kronika wyprzedaży Polski (210)

Polfarma, Orbis - poszły

Konsorcjum złożone ze Spectry Management i Prokom Investments pod koniec lipca 2000 r. przejęło kontrolę nad Polpharmą ze Starogardu Gdańskiego, największą w Polsce i jedną z największych w Europie Środkowej i Wschodniej firmą produkującą leki oraz substancje do ich wytwarzania. Za pakiet 52,5 proc. akcji konsorcjum zapłaciło 231 mln zł. Nie było niespodzianki, wcześniej w Ministerstwie Skarbu Państwa przyjaźnie gwarzono z przedstawicielami tego kandydata na inwestora, a potem gazetach ukazały się informacje, że Spectra Management i Prokom Investments przejmą Polpharmę w ciągu miesiąca. Spectra objęła 42,5 proc. akcji, Prokom Investments - 10 proc. Spaliły na panewce propozycje zgłaszane przez Polską Izbę Przemysłu Farmaceutycznego, żeby wokół Polpharmy utworzyć polski holding faramaceutyczny. Za konsolidacją naszego przemysłu farmaceutyków przy udziale Polpharmy opowiadali się też posłowie Sejmowej Komisji Zdrowia, ale ich głos brzmiał słabo, w każdym razie nikt z rządu nie poparł tego pomysłu. Kondycja firmy była dobra, ale mówiono, że brakuje jej kapitału na inwestycje. Przychody ze sprzedaży w roku poprzedzającym sprzedaż wynosiły 551 mln zł, zysk po opłaceniu podatków 72 mln zł.
***
To, że Polpharma specjalizowała się również w wytwarzaniu substacji chemicznych do produkcji lekarstw, stanowiło jej dodatkowy atut. Większość producentów farmaceutyków sprowadzała te substancje z Azji, bo tam można było je kupić taniej i na razie nie było to zabronione, ale wiadomo było, że niedługo zabronione będzie. Miały wejść przepisy dotyczące surowych wymagań jakościowych przy produkcji lekarstw. Polpharma inwestowała w nowe maszyny i linie produkcyjne oraz standardy GMP (Good Manufacturing Practice = Dobra Robota Wytwarzania) zapewniające wysoką jakość, czystość użytych surowców i komponentów gotowego produktu. GMP zapewnia również pełną kontrolę nad jakością i pochodzeniem surowców. W firmie wyjaśniano, że potrzebuje na inwestycje jakieś 100 mln dolarów, w resorcie skarbu - że Polpharma, która planuje uruchomić produkcję segmentu leków OTC, czyli sprzedawanych bez recept, musi mieć znacznie więcej kapitału niż informuje i oni jej ten kapitał zapewnią - przez sprzedaż fabryki. W momencie zawarcia umowy dokonano podwyższenia kapitału spółki o 100 mln zł, żeby miała trochę środków na spłatę zobowiązań. Polpharma zaciągnęła pożyczkę na budowę nowej wytwórni leków. Konsorcjum zobowiązało się w ciągu 5 lat zainwestować w spółkę 600 mln zł, wdrożyć na wszystkich wydziałach standardy GMP, rozkwit działu badawczego, sieci handlowej, eksportu i utrzymanie na dotychczasowym poziomie zatrudnienia (ok. 3 tys. osób) przez najbliższe trzy lata. Spectra była firmą prowadząca działalność handlowo-marketingową, ale zaangażowana już była w dwa zakłady sektora farmaceutycznego: Terpol w Sieradzu i Bicom w Rzeszowie. Prokom Investments prowadził działalność inwestycyjną, uczestnicząc kapitałowo w innych spółkach, w tym w giełdowej spółce Prokom Software oraz grupie farmaceutycznej BA - Bioton.
***
Mimo roszczeń, dotyczących części działki, na których stała wytwórnia płynów infuzyjnych, Polfa Kutno postawiła na prywatyzację, za co była w Warszawie przy ul. Wspólnej (siedziba MSP) chwalona. Za kilka tygodni miała zostać podpisana umowa przedwstępna dotycząca maszyn, produktów, marek handlowych i rynku z koncernem niemieckim Frasenius (potentat produkcji płynów infuzyjnych w Europie). Sprzedaż działki i zabudowań nastąpi później - zgodzili się Niemcy. Prawie połowę produkcji Polfy Kutno, po sprzedaży, miały stanowić preparaty OTC, najszybciej rozwijający się segment rynku farmaceutycznego w Polsce, uważanego za najbardziej dochodowy. Udział w prywatyzacji Tarchomińskich Zakładów Farmaceutycznych Polfa zgłosiła spółka Strem. Na tym terenie, gdzie stoi zakład, przed wojną produkowała fabryka chemiczna należąca do Strem, na działce wielkości 9,5 ha. Tarchomińska Polfa obejmowała 70 ha, cały ten grunt, także działkę należącą kiedyś do Strem, na mocy dekretu PKWN przeszedł na własność skarbu państwa, ale takiego zapisu w księgach wieczystych nie było. Rozpoczął się spór Polfy, która od przekształceń własnościowych wywijała się jak piskorz - ze Stremem. Spór łagodzono w zaciszach gabinetów ministerstwa skarbu, które stało na stanowisku, że Polfa Tarchomin przekształceniom własnościowym poddać się musi i bezwzględnie potrzebuje inwestora. Wskazywano na Polfę Rzeszów, która została sprzedana koncernowi amerykańskiemu ICN w 1997 r., jak jej dobrze. W Rzeszowie oddawano nową fabrykę, którą Amerykanie z ICN wybudowali za 40 mln dolarów.
***
- A więc rozstrzygnęła się przyszłość Orbisu - mówił smętnie Maciej Grelowski prezes zarządu spółki notowanej na giełdzie od listopada 1997 r., w której skarb państwa posiadał pakiet 41,9 proc. Francuski konkurent przejął nad Orbisem kontrolę. Akcje sprzedano o wiele taniej niż się spodziewano. - Cóż robić, w ostatnich tygodniach straciły mocno na wartości - tłumaczyła Barbara Litak - Zarębska, wiceminister skarbu. Słoń zawładnął myszą, Orbis posiadał w Polsce 55 hoteli, a Accor Group miał ich na świecie 3234. Ministerstwo skarbu 35,37 proc. akcji Orbisu sprzedało za 578 mln 600 tys. zł. Dokładnie nabywcą tego pakietu były firmy Accor, Fic Globe LLC oraz Globe Trade Center. Zgodnie z umową 20 proc. akcji miało trafić do francuskiej sieci hotelowej Accor. Zależna od Deutsche Banku firma Fic Globe LLC objęła pakiet akcji 10,37 proc., a spółka deweloperska Globe Trade Center - 5 proc. W umowie sprzedaży zostało zapisane, że marka Orbisu, który został wyprowadzony na prostą i w 1999 r. wykazał zysk netto w wysokości 92,2 mln zł, utrzymana zostanie przez najbliższych 6 lat. Nabywcy mieli zmodernizować przejęte obiekty i zainwestować w budowę hoteli niedrogich, bo drogich w Warszawie i innych miastach powstało wiele, a tanich o przyzwoitym standardzie, nie było prawie wcale. Był czas, kiedy pracownicy Orbisu śnili o leasingu firmy, ale mowy nie było, żeby dostała im się taka gratka. Zresztą skąd mieli wziąć takie pieniądze? Orbis był zbyt kosztowny. Browary Warszawskie produkujące m.in. piwa Królewskie i Złoty Król zostały sprywatyzowane, jako spółka pracownicza. Załoga krótko cieszyła się własnością, zresztą ze swojej winy - ludzie potrzebowali pieniędzy na bieżące wydatki i sprzedali swoje akcje członkom zarządu. Następnie zakład został przez nich sprzedany (98 proc. akcji) Brau Union. Austriacy zapłacili 167 mln zł. Wychodziło, że za 1 proc. rynku Brau Union zapłaciła 55 mln zł (udział Browarów Warszawskich w rynku wynosił 3 proc.). W ten sposób austriacki potentat piwny swój udział w rynku piwa w Polsce zwiększył do 8 proc. i zamierzał agresywnie zagarniać na rynek dalej.

Monday, July 14, 2008

Historyk IPN o infiltracji Polonii Amerykanskiej communist transformation

Historyk IPN o infiltracji Polonii Amerykanskiej communist transformation
Slawomir Cenckiewicz,
(dokument mp3, 29 MB)
IPN historian Slawomir Cenckiewicz talks about Polonia IPN historian about Polonia infiltraded by communist agents - interview by Lucja Sliwa with Slawomir Cenckiewicz:http://poloniasf.org/polish/cenckiewicz2007.mp3 Po Polsku:Historyk IPN o infiltracji Polonii Amerykanskiej - Lucja Sliwa i jej gosc Slawomir Cenckiewicz:http://poloniasf.org/polish/cenckiewicz2007.mp3
d Prąd, odc. 26 - Sławomir Cenckiewicz

Fragment filmu "Słowa Prawdy"


Irena Sendlerowa at age 97 save about 2,500 Jewish children see the new restitution Questions from the Jews,


Irena Sendlerowa at age 97 save about 2,500 Jewish children see the new restitution Questions from the Jews,


View guano's mapTaken in a place with no name (See more photos or videos here)She saved 2,500 children from the Warsaw Ghetto in WWII. (Large photo shows Irena in 2005 at age 95)

Irena Sendlerowa, a Polish social worker, was born on February 15, 1910, in Warsaw. During World War II, she was an activist of the Polish Underground and Polish anti-Holocaust resistance in Warsaw, where she helped save about 2,500 Jewish children from the Warsaw Ghetto by providing them with false documents and finding hiding places in individual and group children houses out of the Ghetto.

During the World War II German occupation of Poland, she lived in Warsaw while working for the city's Social Welfare Department. She started helping Jews a long time before the Warsaw Ghetto was established. Helping Jews was very risky. In German-occupied Poland, all household members were punished by death if a hidden Jew was found in their house. This was the most severe legislation in occupied Europe. In December of 1942, the newly created Zegota, a council to aid Jews, nominated her to head its children's department. As an employee of the Social Welfare Department, she had a special permit to enter the Warsaw Ghetto, where she wore a Star of David as a sign of solidarity with the Jewish people and so as not to call attention to herself. Very small children she could smuggle out in a bag. Others were taught to cling tightly to her leg, and she walked out with them hidden under her skirts.

She cooperated with the Children's Section of the Municipal Administration, linked with the RGO (Central Welfare Council), a Polish Relief Organization remaining under German supervision. She organized the smuggling of Jewish children from the Ghetto, carrying them out, and placing them with either Polish families, the Warsaw orphanage of the Sisters of the Family of Mary, or Catholic convents such as the Sisters Little Servants of the Immaculate Conception of the Blessed Mary at Turkowice and Chotomowo. She kept lists of the names, hidden in jars buried in her garden, in order to keep track of original and new identities.

Arrested in 1943 by the Gestapo, she was severely tortured and sentenced to death. Zegota saved her by bribing the German guards on the way to her execution. Officially, she was listed on public bulletin boards as among those executed. Even in hiding, she continued her work for the Jewish children.

In 1965, she was recognized by Yad Vashem as a Righteous Among the Nations, confirmed in 1983 by the Israeli Supreme Court.

In 1999 Norm Conard, a high school teacher from Pittsburg, Kansas, encouraged four students to investigate the life of Irena Sendler. As a result of their findings, the students created a play, entitled "Life in a jar", which presented the heroic acts Mrs. Sendler. As of November 2006, there were over 200 performances: at first in Kansas, then all around the United States and ultimately in Europe.

On October 10, 2003, Sendlerowa received the Order of the White Eagle, Poland's highest civilian decoration. She also was awarded the Commanders Cross by the Israeli Institute.

On March 14, 2007, Sendlerowa was honoured by Poland's government. At a special session, the upper house of parliament unanimously approved a resolution honouring Ms Sendlerowa for organising the "rescue of the most defenseless victims of the Nazi ideology: the Jewish children."

Polish President Lech Kacyzinski said she was a "great hero who can be justly named for the Nobel Peace Prize".
Comments
guano says:

Irena in 1943 after her escape from Pawiak prison.


"No one can ever repay Lola Herz for what she lost."
As a Polish American from Arlington VA
I have to say Mrs. Herz Please ask the government in Israel
to pay you any retribution.

Isrzeli Government did collect on you behalf Billions from German and Switzerland and Austria
go after them or go After the Soviet Union
Poland did not cause the War and we were VICTIMS as the part the polish population the Jewish people.

Why the Israeli government did not paid you from 100 billions dollars from Germany and 10 billions dollars paid by Swiss and 5 billions paid by Austria

Where is the money the Israel Government got already?

Why Poland have to pay for the Hitler's war?
We did help so many Jews during the war! And Please have a mercy for the Polish People and Poland.
Ask the Bankers in London and new York which they did not lift the finger to hell during the war and there was only one Polish Organization Zegota to help the Jews during the war
As you remember. Do not listen to the rich money hungry lawyers wants you do not for you but for them!

Poland is still poor country which help the Jews for 1000 years.
And there is no moral or legal right to ask Poland today do pay anything.

I wish you long life as Irena Sendlerowa, a Polish social worker, was born on February 15, 1910, in Warsaw. During World War II, she was an activist of the Polish Underground and Polish anti-Holocaust resistance in Warsaw, where she helped save about 2,500 Jewish children from the Warsaw Ghetto by providing them with false documents and finding hiding places in individual and group children houses out of the Ghetto

Please all see the video and understand the situation right after the War then the Soviets were the problem and the Polish People. Poles they did help the Jews.


Piotr Gontarczyk 1/5


Lech Alex Bajan
Polish American
Washington DC

Sunday, July 13, 2008

Historyk IPN o infiltracji Polonii Amerykanskiej

Historyk IPN o infiltracji Polonii Amerykanskiej
Slawomir Cenckiewicz,
(dokument mp3, 29 MB)
IPN historian Slawomir Cenckiewicz talks about Polonia IPN historian about Polonia infiltraded by communist agents - interview by Lucja Sliwa with Slawomir Cenckiewicz:http://poloniasf.org/polish/cenckiewicz2007.mp3 Po Polsku:Historyk IPN o infiltracji Polonii Amerykanskiej - Lucja Sliwa i jej gosc Slawomir Cenckiewicz:http://poloniasf.org/polish/cenckiewicz2007.mp3
d Prąd, odc. 26 - Sławomir Cenckiewicz

Sunday, July 6, 2008

Naomi Klein Calls For Progressive Pressure On Obama

Naomi Klein Calls For Progressive Pressure On Obama

Tuesday, June 24, 2008

Lakshmi Mittal takes over Poland's biggest steel plant.

Lakshmi Mittal takes over Poland's biggest steel plant.





Lakshmi Mittal, the richest Indian in the UK, appears to be firmly on his way to becoming number one among the steel makers in the world. His LNM Group has struck an agreement to buy Poland's biggest steelworks in a deal worth over £630 million. He had bought two years ago Sidex, the biggest steel plant in Rumania.

Sources said that the Group has brokered an agreement with the Polish Government to buy Polskie Huty Stali (PHS), that produces 70 per cent of the country's steel from its four mills, but must still agree social package deal with unions that represent the steel maker's 16,000 workers.

LNM Group was chosen as preferred bidder for PHS over United States Steel. With the latest acquisition, LNM will be able to double its output of steel in Eastern Europe to around 15 million tonnes. The deal was agreed with the European Union, which Poland is slated to join next year, to enable PHS to compete with more efficient western rival plants.

The Polish plant will also benefit from £480 million state aid to revamp its operations.

Monday, June 23, 2008

Endorses Barack Obama he can bring America Back for the people like Pope John Paul did to the world.

Endorses Barack Obama he can bring America Back for the people like Pope John Paul did to the world.

Polonia and Polish Americans for Obama.

Al Gore Endorses Barack Obama in Detroit, MI

Ron Paul's Message to OBAMA!

Former President Carter Praises Obama

Zbigniew Brzezinski

John Paul II, WE LOVE YOU

Lech Wałęsa Zaginione Dokumenty

Lech Wałęsa Zaginione Dokumenty


Obywatel Lech Wałęsa (cz. 1/2)

Obywatel Lech Wałęsa (cz. 2/2)

Sunday, June 22, 2008

Klania sie Lech Bajan z Washington DC USA

Klania sie Lech Bajan z Washington DC USA

Moja uwaga jesli chodzi o pomoc spoleczna
TO bylo tylko okolo 30 do Maximum 40 milionow zlotych.


Po dzisiejszej wymianie wolnego rynku to tylko $18.5 milionow dolarow


Live rates at 2008.06.22 15:41:49 UTC
40,000,000.00 PLN = 18,543,414.77 USD
Poland Zlotych United States Dollars
1 PLN = 0.463585 USD 1 USD = 2.15710 PLN


Ta dzisiejsza burza spowodowana przez Platforme Obywatelska i Unie Europejska
to sprawdzona metoda obnizenia wartosci POLSKICH STOCZNI.

Tak "SPRZEDAC I JESZCZE DAC IM NA ZAKASKE" to slowa Andzrzeja Lepera.

Jaki on tam nie byl ale powiedzial swieta prawde. Jak to dziala.

Mozna byloby zrobit inaczej.

Popatrzmy na potencjalne mozliwosci rozwoju przemyslu Polskich Stoczni w powiazaniu z polskim przemyslem hutniczym, zbrojeniowym I budownictwem.

1. Jest teraz na swiecie najlepsza koniunktura na zamowienia przemyslu stocznopwego! To jest niezaprzeczalna prawda.

Sytuacja geopolityczno - ekonomiczna i zapotrzebowanie krajow jak Emiraty Arabskie Dubai, Chiny Indie, Stany Zjednoczone.

W samych tylko Emiratach jest 60% wszystkich dzwigow do budownictwa na swiecie. Trzeba czeka mozliwosci exportu sa nieograniczone.

Mozliwosci producji kontenerow, dzwigow ( w chwili obecnej potrzeba czekac jeden rok na wynajem dzwigu ) to jest nicza w powiazaniu z producja i remontem statkow.



2. Mozliwosci napraw i remontow statkow NATO i floty Stanow Zjednoczonych. Tak jestesmy w Iraku, Afganistanie, Kosowo, Wzgorza Golan, w Africe a co mamy z tego jesli obecny rzad nie pyta
Prosimy o kontrakty! Dobre kontrakry- nie te kiedy pod presja polytyczna SLD stocznie polskie podpisaly kontrakty calkowicie skazane na straty. Tylko pytanie czy to bylo celowe
Zeby zadac ten finalny strzal w piers naszych polskich stoczni?
Nasi politycy jak Sikorski i Tusk nigdy o to nie zabiegaja o dobre kontrakty, ktore mozna dostac.

3.Mozliwosci producji kontenerow, dzwigow ( w chwili obecnej potrzeba czekac jeden rok na wynajem dzwigu )

4. Kazdy nowy kontract trzeba sprawdzac pod wzledem ekonomicznym a nie politycznym.
Notowac kazdego polityka wywierajacego jakakolwiej presje polityczna.


Potential Investors for Polish Yards
19 June 2008, 11:14 / SeaNews / Rating: 52
Two companies have expressed their interest
Two foreign investors have declared interest in buying two Polish shipyards. According to Fairplay, the Norwegian shipyard Ulstein Verft AS wants to purchase the "Nowa" Shipyard in Szczecin, and the company ETA Ascom Star from Dubai, is interested in buying the Gdynia Shipyard. The Norwegians said that soon a letter of intent regarding the transaction should be expected.
By June 26, the Polish government has to present before the EC a plan for the restructuring of Gdansk Shipyard and privatisation of the shipyards in Gdynia and Szczecin. Should they fail to do so, each shipyard may lose €500M ($775M) received in state aid since Poland's accession to the EU in May 2004.
But Jacek Kantor, who heads the union at Stocznia Szczecinska Nowa [New Szczecin Shipyard] told Fairplay that Ulstein Verft AS was "not in the first place" in the ranking of potential investors. He also said that his union would prefer a "domestic" investor for the company.
And Krzysztof Piotrowski, former CEO of Stocznia Szczecinska Porta Holding [which used to run the yard] said that he "wouldn't bet" on Ulstein Verft coming to an agreement with the Polish treasury before June 26th. "This company has been interested in Stocznia Szczecinska for about ten years but it never came to anything," he said, adding that the shipyard's ambigious legal situation would continue to hamper the yard's privatisation.

Protesty stoczniowców

Protesty stoczniowców
(2008-06-02)
Rozmowy niedokończone
słuchajzapisz

Friday, June 20, 2008

MORSKA SZTUKA WOJENNA DOMINIUM MARIS BALTICI A NARODZINY dostep DO MORZA NASZEGO BALTYKU

MORSKA SZTUKA WOJENNA DOMINIUM MARIS BALTICI A NARODZINY dostep DO MORZA NASZEGO BALTYKU


MORSKA SZTUKA WOJENNA DOMINIUM MARIS BALTICI A NARODZINY POLSKIEJ
MORSKIEJ MYŚLI WOJSKOWEJ
Bolesław Krzywousty
Mlodszy syn Wladyslawa Hermana i jego drugiej zony Judyty, ksiezniczki czeskiej urodzil sie w r. 1086. Pierwsza jego zona byla Zbyslawa, corka ksiecia kijowskiego Swietopelka II. Po jej smierci pojal Salomee, corke hrabiego Bergu. Przejawial duze talenty polityczne i wojskowe. Boleslaw za zycia ojca byl wladca dzielnicy slasko-malopolskiej. Po jego smierci podlegal poczatkowo starszemu bratu Zbigniewowi w latach 1102-1106. Boleslaw powodowany ambicja, jak tez checia zjednoczenia panstwa wszczal walki ze Zbigniewem uzyskujac rychlo przewage. Obawiajac sie Zbigniewa, kazal go oslepic. Nawet uwielbiejacy Boleslawa Krzywoustego Gall Anonim nazwal to "zbrodnia i grzechem". Cesarz niemiecki Henryk V wykorzystal ten czyn jako pretekst do najazdu na Polske. Najazd Niemcow zjednoczyl spoleczenstwo wokol Boleslawa, jako obroncy niezaleznosci panstwa. Cesarz nie zdolal zdobyc ani bohatersko broniacego sie Glogowa ani Wroclawia. Kleska na Psim Polu zmusila go do odwrotu. Dzielem Boleslawa Krzywoustego bylo takze odzyskanie Pomorza. Po kilkuletnich zaciekle prowadzonych walkach Polska uzyskala dostep do morza od wyspy Rugii na zachodzie do ujscia Wisly. Obok wielu sukcesow doznawal jednak Boleslaw Krzywousty niepowodzen. Bunt wojewody Skarbimierza w r. 1117 i pozniejsza niepomyslna wojna z Wegrami w r. 1132 nie dozwolily mu ukoronowac sie na krola. W r. 1135 musial nadto zlozyc cesarzowi Lotarowi w Merseburgu hold z Rugii i Pomorza. Najwieksza jednak kleska Krzywoustego byl fakt, ze walczac cale zycie o zjednoczenie Polski i jej calkowita niezaleznosc polityczna, musial przed smiercia w r. 1138 zrezygnowac z tych idei, ulegajac coraz silnieiszym dazeniom odsrodkowym. Wbrew wlasnemu przekonaniu podzielil kraj pomiedzy synow. Najstarszy Wladyslaw otrzymal Slask, Boleslaw Kedzierzawy Mazowsze i Kujawy, Mieszko Stary Wielkopolske, a Salomea, przy ktorej pozostawali nieletni Henryk i Kazimierz, dostala dzielnice leczycka. Aby jednak mimo podzialu utrzymac jednosc panstwa, ustanowil Boleslaw zasade pryncypatu czyli zwierzchnictwa. Wielkim ksieciem mial byc najstarszy z rodu, i jemu na znak wladzy przypadala w udziale dzielnica wielkoksiazeca z Krakowem jako stolica, oraz zwierzchnictwo nad Pomorzem. Boleslaw Krzywousty pochowany zostal w Plocku.



Polska od wieków wiązała swe istnienie z morzem. Zainteresowanie nim rosło wraz z kształtowaniem się państwa. Świadectwem tego jest już dążenie pierwszego władcy polskiego Mieszka I i jego syna Bolesława Chrobrego do oparcia granicy o Bałtyk. Pierwszy założył gród gdański, a drugi przez fundowanie biskupstwa w Kołobrzegu w 1000 r. oraz przeprowadzenie w tymże mieście pierwszych symbolicznych zaślubin z morzem, w trakcie których wrzucono do Bałtyku cztery poświęcone głazy, zakładał trwałe fundamenty pod swoje panowanie. Obaj władcy dążyli do rozciągnięcia i utrwalania panowania na wybrzeżu od delty Odry do delty Wisły.1 Ich następcy, a szczególnie Bolesław Szczodry i Bolesław Krzywousty stawiali sobie cele podobne. Jednak ze względu na brak źródeł trudno mówić o jakiejś polityce morskiej. Książęta polscy dążąc nad Bałtyk pragnęli poszerzyć swe terytorium. Często występowali zaczepnie o władztwo nad tymi obszarami. Przykładem tych wystąpień są znane bitwy pod Svoldern w 1000 r., wyprawy na Robe w 1014 r. czy Haithabu w 1043 r. oraz zdobycie Kołobrzegu w 1103 r.. 2 Niezwykle śmiała była natomiast wyprawa szczecińskiego księcia Racibora I na odległą Konungahelę w roku 1136, w której wzięło udział około 14 000 zbrojnych, w tym 1300 jezdnych zaokrętowanych na 650 okrętach.3 W akcji tej, jak i wcześniejszych uczestniczyły siły polskie bądź jako samodzielne związki operacyjne, bądź w składzie flot sojuszniczych działających przeciw wspólnemu wrogowi. Morska działalność pierwszych Piastów była częścią wspólnego systemu organizacyjnego państwa, przeznaczoną do obrony jego interesów morskich i dysponującą zarówno okrętami, jak i siłą zbrojną oraz bazami w postaci twierdz portowych, zabezpieczających potrzeby zaopatrzeniowe, remontowe i łączności, a więc wszystkimi elementami składającymi się na flotę wojenną. Istnienie silnej floty wojennej we wczesnofeudalnym państwie polskim dobitnie świadczyło o orientacji morskiej w czasach pierwszych Piastów.4

Odepchnięcie Polski od Bałtyku nastąpiło w wyniku rozbicia dzielnicowego i tym samym osłabienia władzy centralnej, ale również przemian społeczno-gospodarczych i dopuszczenia do inwazji żywiołu niemieckiego na tereny nadbałtyckie oraz sprowadzenia Krzyżaków.5

W zjednoczonym przez Władysława Łokietka państwie polskim w 1320 r. zabrakło dostępu do morza. Usiłowania powrotu nad Bałtyk nie dały rezultatu aż do połowy XV wieku.

Dopiero rozpoczęcie przez Kazimierza Jagiellończyka w roku 1454 walki o odzyskanie Pomorza wykazało, że podstawowym warunkiem realizacji określonej polityki morskiej było posiadanie zarówno odpowiedniego dostępu do morza, jak i stosownego potencjału morskiego. Chociaż wojna trzynastoletnia6 była wojną typowo lądową, to jednakże Kazimierz Jagiellończyk, jak i przedstawiciele Związku Pruskiego z Gdańskiem na czele rozumieli doskonale, że choć rozstrzygnięcie w tej wojnie musi zapaść na lądzie, to przecież nie da się go osiągnąć bez uprzedniego zwycięstwa na morzu. Wynikało to z faktu, że państwo krzyżackie, otoczone na lądzie posiadłościami Polski i Litwy, skazane było jedynie na łączność drogą morską ze swymi sprzymierzeńcami. Utworzenie floty wojennej stało się, więc pilną koniecznością, bez której trudno było liczyć na zwycięstwa.

W roku 1455 rajcy Gdańska zwrócili się do Kazimierza Jagiellończyka z prośbą o zgodę królewską na wystawienie floty kaperskiej.7 Taki system tworzenia flot wojennych był powszechnie stosowany w ówczesnej Europie, gdyż był nie tylko tani, jeżeli chodzi o nakłady finansowe, ale i zyskowny, zarówno dla armatorów i kaprów, jak i dla władców czy rad miejskich.

8 stycznia 1456 r. król w wystosowanym do Lubeki liście oznajmił, że z nadchodzącą wiosną wyśle naves nostras („nasze okręty") przeciw swoim nieprzyjaciołom.8 Data ta jest zdaniem autora początkiem narodzin polskiej morskiej myśli wojskowej. Wystawiane zaś od 1460 r. listy kaperskie,9 w których rada gdańska podkreślała, że kaprowie wysyłani są na rozkaz króla polskiego, który zapewniał ich działalności swoje zwierzchnictwo i opiekę, stanowią kolejny dowód.

Pod względem wojskowym działania prowadzone przez floty kaperskie Gdańska i Elbląga w czasie wojny trzynastoletniej wyraźnie wykazały wyższość i większą skuteczność polskich środków i sposobów walki nad krzyżackimi. Jednym z dowodów wyższości sztuki wojennej polskich sił morskich była bitwa stoczona 15 września 1463 r. na wodach Zatoki Świeżej, bo tak nazywano wówczas Zalew Wiślany, w której zastosowany przez flotę polską szyk „półksiężyca" różnił się od szyków bojowych używanych dotąd we flotach miast hanzeatyckich, a w tym krzyżackich. Floty te stawały do bitwy w szyku „klina", „czołowym" lub kolumn torowych, podczas gdy jednostki polskie zastosowały jednoczesne uderzenie z trzech stron, tj. z obu skrzydeł i centrum.10

Kolejnym dowodem były przykłady zorganizowania współdziałania polskich sił morskich z wojskami lądowymi broniącymi się w miastach oblężonych przez oddziały zakonne lub też zdobywającymi twierdze obsadzone przez Krzyżaków, jak to miało miejsce w walkach o Puck w roku1464, kiedy skuteczna blokada od strony morza w dużej mierze zadecydowała o powodzeniu oblężenia prowadzonego przez oddziały polskich wojsk lądowych.11 Był to pierwszy sukces taktycznego współdziałania floty i wojska, dzięki któremu zdobyto tak silną nadmorską twierdzę. Niemal w 200 lat później, w ten sam sposób Puck został odbity z rąk szwedzkich.

Działalność polskiej floty kaperskiej w czasie wojny trzynastoletniej odegrała poważną rolę w całokształcie przebiegu działań i w decydujący sposób przyczyniła się do klęski zakonu krzyżackiego. W wyniku II pokoju toruńskiego w 1466 r. przywrócono władanie Polski nad Bałtykiem. Odzyskany odcinek wybrzeża nie był długi. Granica morska ciągnęła się od ujścia Łaby do połowy Mierzei Wiślanej, czyli wynosiła w linii prostej nie więcej niż 150-200 km. W stosunku do granic lądowych wynosiła ona ok. 5-6%. Był to jeden z powodów słabego zainteresowania władców, a także i ich rady a następnie sejmu, potrzebą jej zabezpieczenia. Ponadto sądzono, iż ataku z morza nie będzie, bo nieprzyjaciół na północy nie obawiano się.12

Kazimierz Jagiellończyk nie doceniając korzyści i znaczenia sprawowania władzy nad Bałtykiem, zrezygnował z aktywnej polityki morskiej nadając liczne przywileje Gdańskowi, które miały moc obowiązującą aż do roku 1793. Te przywileje zwane privilegia Casimiriana zlecały miastu troskę o bezpieczeństwo wybrzeża, a ponadto zapewniały pośrednictwo w wymianie międzynarodowej drogą morską. Równocześnie król oddał Gdańskowi część Mierzei Wiślanej aż po granicę z państwem krzyżackim oraz nadał kilka wsi wokół miasta. Sobie zastrzegł prawo wprowadzania ceł morskich oraz prawo zamykania i otwierania portu.13 W przyszłości, swoista interpretacja tego przywileju przez Gdańszczan, doprowadzała do ustawicznych konfliktów z władcami Polski.

Zygmunt Stary jako pierwszy król Polski docenił posiadanie własnej floty wojennej. On też po raz pierwszy w naszych dziejach wstawił zaniedbaną sprawę budowy floty do programu polityki państwowej. Utworzona flota królewska liczyła kilkanaście jednostek średniej wielkości i głównym jej celem było zwalczanie linii komunikacyjnych Moskwy, Krzyżaków i Duńczyków.14 Dla podkreślenia odrębności tej floty król sam wystawiał listy kaperskie, w których załogi okrętów kaperskich nazywał milites nostri maritimi („nasi żołnierze morscy").

Pierwsza wzmianka o królewskim „żołnierzu morskim" pochodzi z 1517 r., kiedy to kapitan Adrian Flint został zatrzymany przez Duńczyków w Wyborgu. Zygmunt zażądał wtedy nie tylko zwolnienia Flinta i jego 12 ludzi, ale również okrętu kapitana i zdobycznej jednostki wraz z towarem, stwierdzając, że Flint za jego pozwoleniem zagarnął Moskali na morzu.15

Działalność „żołnierzy morskich" Zygmunta Starego trwała tylko kilka lat. Po zakończeniu kolejnej wojny z zakonem krzyżackim i zawarciu rozejmu z Moskwą w 1522 r., niepotrzebną już flotę kaperską rozwiązano.16 Odtąd już do końca swego panowania król nie widział potrzeby wznowienia działalności morskiej, gdyż w jego planach flota nie odgrywała żadnej roli jako czynnik umacniający dostęp Polski do morza i zapewniający obronę granic morskich oraz zamorskiego handlu Rzeczypospolitej. Wymownym przejawem niedoceniania spraw morskich była też rezygnacja w roku 1526 z części Półwyspu Helskiego na rzecz Gdańska. Tym samym Rada Miejska Gdańska kontrolowała całe Wybrzeże polskie, bo dzierżawiła także od króla starostwo puckie. 17 Sytuacja ta powodowała, iż główna uwaga gdańszczan koncentrowała się na uprawianiu pośrednictwa i obronie monopolu ludności Gdańska dla jego uprawiania. 18

Jagiellonowie odzyskując Pomorze nie doceniali więc korzyści i znaczenia sprawowania faktycznego władania nad Bałtykiem, oddając je mieszczanom, ufając w ich dobrą wolę.

Opracowanie programu polskiego „dominium maris Baltici" zakładającego rozbudowę floty wojennej i sprawowaniu władzy zwierzchniej nad wybrzeżem i wodami terytorialnymi wiązane było z aktywną polityką Zygmunta Augusta na Bałtyku.19 Celem tej polityki było między innymi rozbudzenie świadomości morskiej szlachty. Władca ten, chcąc uniezależnić się w zmaganiach o Inflanty od Gdańska przeniósł 27 lutego 1567 r. bazę nowej floty kaperskiej do Pucka. Zwierzchnictwo nad flotą powierzył początkowo dwóm komisarzom, a potem staroście puckiemu Janowi Kostce. Fakt ten wpłynął na rozwój gospodarczy miasta. Odtąd miasto stało się arsenałem i twierdzą morską. 20 Rozpoczęto tu również w późniejszym okresie budowę okrętów wojennych.

Jan Kostka przygotował plan rozwoju floty królewskiej. W tym celu zamierzał rozbudować port w Pucku, aby być całkowicie niezależnym od Gdańska. Puck został więc wykupiony spod zastawu rady gdańskiej. Jednak na skutek interwencji Gdańska projekt upadł.21

Flota królewska zwana też flotą strażników morza liczyła początkowo ok. 10 jednostek, ale z czasem powiększyła się do ok. 30 okrętów, głównie galeonów i pinek, na których pełniło służbę ok. 1000 marynarzy. Spowodowało to konieczność utworzenia specjalnej instytucji, która kierowałaby całokształtem spaw morskich. 24 marca roku 1568 król powołał Komisję Morską, pierwszy w naszych dziejach organ administracji i gospodarki morskiej. Komisja spełniła również rolę pierwszej admiralicji.22 Była więc naczelnym organem państwowym do spraw morskich pierwowzorem ministerstwa żeglugi. Na siedzibę komisji wyznaczono dom królewski w Gdańsku. Jej przewodniczącym z woli króla, został Jan Kostka.23

W tym czasie flota królewska nadal bazowała w Pucku, który był siedzibą starostwa i głównym portem rybackim w Zatoce Gdańskiej. Przenosząc flotę do Pucka król Zygmunt August nakazał zarazem radzie gdańskiej przekazywanie do tego portu wszystkich nieprzyjacielskich statków zatrzymanych w Gdańsku. W związku z tym w latach 1565-1568 sprawami zdobytych statków zajmował się sąd w Pucku. Podyktowane to było również faktem, że komisarze morscy byli zbyt zajęci ogólnymi sprawami, a poza tym rada gdańska nie chciała, aby sądy morskie odbywały się w Gdańsku, gdyż powodowało to zatargi z krajami, do których należały zdobyczne statki. Z zachowanych ksiąg sądowych wynika, że w 1566 r. zdobyto co najmniej 15 statków holenderskich, duńskich, angielskich i hamburskich, a także kaprów szwedzkich. Natomiast w roku 1568 flota polska zdobyła ponad 20 statków, mimo iż w większości płynęły one w konwojach, aby w ten sposób móc skuteczniej bronić się przed atakami polskich okrętów.24

Chociaż bazą floty pozostawał Puck, to okręty królewskie zachowały prawo korzystania z portu gdańskiego w wyjątkowych wypadkach. Między innymi wobec przeważających sił wroga chroniły się pod osłoną armat latarni. Co prawda port pucki obwarowano i ustawiono armaty, ale był on portem otwartym, a zatem znacznie trudniejszym do obrony. Płytkie wody zatoki, zamarzające zimą, oraz konieczność ciągłego lawirowania wśród licznych mielizn Zatoki Puckiej były dodatkowym utrudnieniem.

W połowie czerwca 1568 r. silna burza zmusiła królewską flotę kaperską pod dowództwem Mateusza Scharpinga do schronienia się w Gdańsku. Szukając pożywienia kaprzy dokonali kradzieży drobiu i chociaż 11 winnych zostało uwięzionych przez dowódcę floty w celu ukarania ich przez Komisję Morską, to burmistrz gdański Ferber nakazał zabranie ich siłą z okrętów i skazanie na śmierć przez ścięcie. W następstwie tego drastycznego pogwałcenia królewskiego prawa zwierzchniego nad kaprami, a także ostrzelania ogniem armatnim z lądu okrętów kaperskich oraz niewypuszczenia do Gdańska powołanej przez Zygmunta Augusta komisji pod przewodnictwem biskupa Stanisława Karnkowskiego, burmistrz został ogłoszony winnym obrazy majestatu i wezwany przed sąd królewski na sejm do Lublina.25

Epilogiem rozpatrywania na sejmie lubelskim konfliktu z Gdańskiem był wyrok, jaki zapadł 12 sierpnia 1568 r. na przedstawicieli jego władz. Wtedy też padły z poselskich ust wojewodów Piotra Zborowskiego i Jana Sierakowskiego słowa o konieczności posiadania armaty na morzu żeby się mogła dać obrona zawdy prędka.26 Natomiast na sejmie warszawskim latem 1570 r. zostały zatwierdzone słynne później Statuty Karnkowskiego, które w 67 artykułach obejmowały całokształt zwierzchnich praw króla i Rzeczypospolitej w Gdańsku, a również prawo otwierania i zamykania żeglugi oraz panowanie nad przyległym morzem, czyli dominium maris.

Tak korzystne dla sprawy polskiego „dominium maris Baltici" statuty biskupa kujawsko-pomorskiego, stanowiące swoisty program morski nie na jedno pokolenie i nie na jeden wiek wskutek pobłażliwości Zygmunta Augusta szybko stały się martwą literą. 27

Po przyjęciu Statutów Karnkowskiego w polityce królewskiej ważnym kierunkiem działania stało się opracowanie przepisów prawnych dla floty. Otóż do czasu powołania Komisji Morskiej działalność polskiej floty kaperskiej, oparta na zasadach kaperskich28 z wykorzystaniem małych statków handlowych dostosowanych do działań wojennych, była nie skoordynowana. Członkowie załóg statków, zwani strażnikami morza, dopuszczali się często nadużyć i awanturnictwa. Na ich działalność skarżyły się także państwa neutralne. Zatem powołanie Komisji Morskiej miało na celu koordynowanie działalności strażników morza oraz utrzymanie wśród nich należytej dyscypliny, aby nie uwłaczały swoim zachowaniem majestatowi królewskiemu ani symbolom, pod którymi pływały.29

Tak więc Komisja Morska stanowiła nie tylko władzę zwierzchnią wobec strażników morza, wyprawiając ich na morze z określonymi zadaniami, lecz także sprawowała nad nimi sądownictwo wojskowe i dbała o dyscyplinę oraz karność, co wyrażało się między innymi w opracowaniu i wydaniu w Warszawie 16 lipca 1571 r. artykułów morskich,30 które były odpowiednikiem artykułów hetmańskich, stanowiących regulamin dla wojsk lądowych.

Artykuły morskie, zwane Ordynacją były pierwszym regulaminem polskiej floty wojennej. Zawierały 28 rozdziałów oraz rotę przysięgi i określały szczegółowo zasady działania przy spotkaniu z nieprzyjacielem na morzu i w porcie, zadania kapitanatów i obowiązki załogi, dyscyplinę i kary na okręcie oraz zasady podziału zdobyczy, a także stosunek strażników morskich do komisarzy i urzędników królewskich.

We wstępie do artykułów wyraźnie określono też, kogo one obowiązują, i stwierdzono, że każde naruszenie regulaminów królewskich, niezależnie od funkcji, stopnia czy też tytułu osoby, która by się tego dopuściła będzie surowo karane. Kary były zaś bardzo wymyślne i niekiedy zbyt srogie w stosunku do przewinienia. Uważano jednak wtedy, iż jest to jedyny sposób, aby poskromić tych skłonnych do bijatyk i rozboju ludzi.

Artykuł I dotyczył spraw organizacyjnych, a mianowicie nakazywał każdemu posiadaczowi listu kaperskiego stawić się osobiście przed Komisją Morską i złożyć przysięgę wierności królowi zgodnie ze słowami roty, przysięgę posłuszeństwa wobec komisarzy królewskich oraz zapewnienie wykonywania wszystkich postanowień listu, instrukcji oraz pozostałych artykułów. Artykuł ten zobowiązywał też kapitanów do bezwzględnego wykonywania komend i poleceń naznaczonego przez Komisję Morską admirała flotylli.

Kolejne artykuły, a więc: II, III i IV określały jednoznacznie zachowanie się całej załogi podczas akcji bitewnej. W każdej sytuacji zobowiązywano marynarzy oraz żołnierzy piechoty morskiej okrętowanej na czas bitwy do bezwzględnego posłuszeństwa rozkazom ich przełożonych i dzielnej, nieustraszonej postawy w obliczu wroga. Każde uchybienie treści tego postanowienia miało być karane śmiercią przez powieszenie na rei bądź rozstrzelanie.

Artykuł IV precyzował karę za dezercję połączoną często z przejściem na stronę wroga. Winnego tego rodzaju przestępstwa miano utopić lub pozostawić na bezludnej wyspie.

Artykuły od V do XIII bardzo szczegółowo omawiały prawidła codziennego życia okrętowego, na które składało się: pełnienie wacht, służb i wart, a zarazem stanowiły rejestr kar, jakie groziły tym, którzy te prawidła naruszali. Za przeklinanie, obelgi i znieważanie współczłonków załogi, za marnotrawienie jadła i wody lub ich kradzież, zależnie od przewinienia, groził cały wachlarz kar, od utraty żołdu, chłosty, przywiązania do masztu, rzucania z dużej wysokości do wody, aż do kary trzykrotnego przeciągania pod stępką. Ta ostania prawie zawsze równała się śmierci. Polegała ona na tym, że przywiązywano skazanego za dłonie i nogi do liny przeciągniętej pod dnem okrętu, od burty do burty. Marynarze stojący po obu burtach trzykrotnie przeciągali linę wraz z uwiązanym do niej człowiekiem. Każde samowolne opuszczenie okrętu, zwłaszcza gdy zmuszony był on wyjść w tym czasie w morze, było karane utratą żołdu, chłostą, a nawet śmiercią. Udział w buncie lub spisku był bezwzględnie karany śmiercią. Często winowajcę wyrzucano za burtę. Wobec powszechnej nieumiejętności pływania wśród braci żeglarskiej było to równoznaczne z wyrokiem śmierci.

Artykuły XIV – XVI dotyczyły pełnienia służby wachtowej i służby wartowniczej. Wielką wagę przywiązywano do tej sprawy, toteż stawienie się do pełnienia służby w stanie nietrzeźwym karane było chłostą. Podobną karę wymierzano także za niedbałe pełnienie wachty, zwłaszcza za spanie na wachcie.

Kolejny artykuł zobowiązywał wszystkich członków załogi do bezwzględnego podporządkowania się rozkazom kapitana, a także do przyjęcia wymierzonych kar.

Artykuły XVIII – XX dotyczyły udziału marynarzy w bezpośredniej walce wręcz, postępowania ze zdobyczami i jeńcami. I tak np. po zajęciu statku nie wolno było marynarzom samodzielnie dokonywać podziału łupów, lecz nietknięty statek wraz z ładunkiem, z jego załogą oraz ewentualnymi skarbami musiał być oddany w całości Komisji Morskiej dla podjęcia ostatecznej decyzji i wydania wyroku. Komisja Morska decydowała też o losach jeńców. Tylko sprawy osób znamienitych: posłów, kupców, przedstawicieli armatorów czy też arystokratów, rozstrzygał osobiście król.

Artykuł XXI brał pod uwagę ewentualność niedotarcia okrętu strażniczego wraz ze zdobycznym pryzem, do portu macierzystego. Sztorm, awaria lub inne przyczyny mogły spowodować zawinięcie okrętu królewskiego do przypadkowego portu schronienia. Wówczas kapitan zobowiązany był zwrócić się do miejscowych władz i wspólnie z nimi sporządzić dokładny inwentarz zdobyczy, przesłać do Komisji Morskiej i dopiero po uzyskaniu jej zgody dokonać podziału łupów według obowiązujących zasad. Dokumenty o charakterze poufnym, w stanie nienaruszonym należało dostarczyć Komisji Morskiej. Inaczej było w przypadku, gdy w grę wchodziły plany działań wojennych. Wówczas kapitan miał prawo zapoznać się z ich treścią, aby uprzedzić ewentualny manewr przeciwnika.

Autorytet kapitana okrętu strażniczego wspierały kolejne artykuły: XXII – XXV, uprawniające dowódcę do bardzo surowego karania każdego przejawu nieposłuszeństwa. Kapitan przyjmował nowo zaciągających się do służby, on też był władny w każdej chwili zwolnić marynarza, jeżeli uznał, że ów źle wywiązuje się ze swoich obowiązków. Każda próba zamachu na kapitana, kwatermistrza lub bezpośredniego przełożonego w czasie trwania żeglugi, głosił artykuł XXIV, miały być bezwzględnie ukarane śmiercią. Artykuł XXV zobowiązywał wszystkich członków załogi do zachowania w tajemnicy wszystkich spraw, które wiązały się ze służbą, głównie z planowanymi i wykonywanymi działaniami o charakterze wojennym.

Wreszcie trzy ostatnie artykuły: XXVI – XXVIII dotyczyły osoby profosa, który w imieniu Komisji Morskiej odbierał przysięgę na wierność i bezwzględne posłuszeństwo od marynarzy i żołnierzy piechoty morskiej, i który, zgodnie z tradycją wraz z kapitanem w każdy poniedziałek, gdy okręt znajdował się w porcie, uczestniczył w sądzie marynarskim.31

Przytoczone postanowienia artykułów morskich stanowiły szczegółowe i przemyślane ustawy regulujące służbę na okrętach floty królewskiej. Był to jeden z najwcześniejszych na świecie regulaminów marynarki wojennej, ujmujący tak wszechstronnie i dokładnie zasady służby we flocie wojennej.

Zygmunt August starał się więc od początku tworzenia polskich sił zbrojnych na morzu nadać im cechy regularności, upatrując w tym gwarancji skutecznego działania. Był też pierwszym polskim królem, który zrozumiał potrzebę prowadzenia aktywnej polityki morskiej.32

Zygmunt August zdając sobie sprawę ze słabości floty utworzonej systemem kaperskim dążył do budowy regularnej floty wojennej. W tym celu zwołany na 6 stycznia 1572 r. do Warszawy sejm miał zająć się sprawami polityki morskiej i floty. Rozważano wniosek króla „ostatecznej", czyli stałej, a nie tylko na czas wojny flocie. Jednak okoliczności dla rozwoju floty i jej ostatecznego przekształcenia w regularną stałą marynarkę układały się coraz mniej pomyślnie. Wprawdzie budowę okrętów rozpoczęto w Elblągu, ale gdańszczanie w imię swoich, ciasno pojętych interesów zniszczyli niewykończony jeszcze okręt, królewską galeonę „ Smok", symbol i zaczątek polskiej floty wojennej.33

Śmierć króla Zygmunta Augusta 7 lipca 1572 r., twórcy i naczelnego admirała polskiej floty wojennej położyła kres aktywnej realizacji polskiej polityki morskiej. W ciągu jego długiego panowania Polska stała się europejskim mocarstwem, dysponującym wybrzeżem morskim o długości 1500 km i silną flotą wojenną, która operowała we wszystkich rejonach Morza Bałtyckiego, od cieśnin duńskich po Zatokę Fińską. W tym czasie Puck był jedynym portem wojennym Rzeczypospolitej, który pomimo niedogodnych warunków nawigacyjnych i wczesnego zamarzania odegrał ważną rolę jako baza floty królewskiej. Stąd polskie okręty wyprawiały się na tzw. chadzki wodne, czyli wypady na nieprzyjacielskie statki. Ponadto dzięki flocie królewskiej aż do połowy XVII wieku datował się bujny rozwój organizmu miejskiego.

Podkreślenia wymagają słowa wielkiego króla, wypowiedziane niejako w testamencie, bo przed śmiercią, że ... stateczną armatę należy na morzu swoim chować.34

Po śmierci Zygmunta Augusta, w okresie zamieszania związanego z bezkrólewiem i tarciami wokół kandydatury do tronu, flota znalazła się w trudnych warunkach. Nadal funkcjonowała, głównie w Pucku, gdzie przewodził strażnikom morskim pułkownik wojsk broniących wybrzeża, starosta pucki Ernest Wejher. Jednak doznawała ona coraz dotkliwszych ciosów ze strony floty duńskiej i szwedzkiej oraz moskiewskiej działającej z Narwy.35

Pomimo niekorzystnej sytuacji rolę rzecznika interesów polskich na Bałtyku wzięło na siebie wielu światłych i rozumiejących potrzebę posiadania przez Polskę floty wojennej doradców zmarłego króla. Należeli do nich m. in. przewodniczący Komisji Morskiej Jan Kostka, biskup kujawski Stanisław Karnkowski i sekretarz królewski Jan Dymitr Solikowski.36

Karnkowski w dziele pt. De iure provinciale terrarum, maiorumque civitatum Prussiane (O prawach prowincji i większych miast pruskich), wydanym w Krakowie w 1574 r., a napisanym dla nowego władcy Henryka Walezego, przedstawił w nim poglądy na politykę bałtycką Polski i „dominium maris Baltici". Autor pragnął nakłonić króla do pieczołowitego zajęcia się sprawą floty i handlu morskiego, podkreślając: gdy morzem władać będziemy, wówczas i o sprawiedliwość, pokój i obronę brzegów, portów i prowincji, którymi najważniejsze narody stoją i do góry się podnoszą, łacniej postarać się będziem mogli.37

Słowa te będące swoistym podsumowaniem wielomiesięcznych dyskusji i równocześnie jednym z przejawów żywotności idei bałtyckiej, dobitnie podkreślały, że tylko dostęp do morza jest podstawą dorobku ekonomicznego, a zatem i niezależności politycznej państwa. Biskup pragnął ponadto uzmysłowić społeczeństwu polskiemu korzyści płynące z „uprawy" morza, a punktem wyjścia było stwierdzenie, że panowanie na morzu zasadza się na władaniu bezpośrednim i na władaniu użytecznym. Pierwsze obejmowało trzy problemy: organizowanie żeglugi w zależności od okoliczności, a w tym podczas wojny i pokoju, otwieranie nieznanych szlaków żeglugowych i zamykanie niekorzystnych szlaków dla króla oraz prowincji. W ostatnim przypadku chodziło o żeglugę narewską, godzącą w interesy państwa. Ponadto władanie bezpośrednie miało obejmować zagospodarowanie i umocnienie wybrzeży i portów przez budowę fortyfikacji, nakładanie ceł morskich i wreszcie organizowanie wypraw morskich. Królowi przysługiwało również sprawowanie sądownictwa wyższego i niższego nad wszystkimi ludźmi morza.

Z kolei zakres władania użytecznego obejmował rybołówstwo morskie, pozyskiwanie bursztynu i soli oraz innych bogactw morza, a także przejmowania towarów z rozbitych statków.38

Natomiast Solikowski sprawy polskiego morza i floty wojennej propagował w swych mowach i pismach.39 Szczególnie najcelniejsze uwagi dotyczące problematyki morskiej zawarł on w Rozmowie kruszwickiej,40 napisanej najprawdopodobniej w lutym 1573 r. Opowiadał się w niej za elekcją Henryka Walezego, gdyż jego zdaniem tylko on mógł zagwarantować wzmocnienie potencjału morskiego, a głównie podniesienie rangi Gdańska jako portu Rzeczypospolitej i budowę floty wojennej. Solikowski doceniał znaczenie posiadania floty i portów oraz prowadzenia wojennej polityki morskiej, gdyż ich brak mógł doprowadzić z czasem do zależności gospodarczej od innych krajów, a ponadto groził przekształceniu Polski w surowcowy, niesamodzielny dodatek do państw, które opanowały żeglugę międzynarodową.41

Dawny sekretarz Zygmunta Augusta na znaczenie kwestii morskiej w walce poprzedzającej elekcję zwrócił po raz pierwszy uwagę w Zdaniu względem wyboru króla, powstałym latem 1572 r., a więc tuż po śmierci Zygmunta Augusta.42

Elekcja Henryka Walezego na króla stwarzała początkowo nadzieje na pomoc Francji w zabezpieczeniu „dominium maris Baltici". W Pacta conventa Walezy zobowiązywał się poza zapewnieniem udogodnień dla polskich kupców w portach francuskich do wystawiania i własnym sumptem utrzymywać potrzebną i wystarczającą flotę do obrony portu i panowania na morzu, przyległym do królestwa i jego prowincji, jak daleko się tylko rozciąga cały ten krąg polskich dzierżaw.43 Jednak wobec nagłego wyjazdu Walezego do Francji planów tych nie zrealizowano.

Kolejny król Stefan Batory zajęty od początku działaniami zbrojnymi na wschodzie nie przywiązywał zbyt dużej wagi do uprawiania aktywnej polityki morskiej. Wprawdzie zmusił buntujący się Gdańsk do uznania jego zwierzchnictwa w 1577 r., wykorzystując do tego celu flotę kaperską 9 okrętów bazującą w Pucku i dowodzoną przez Ernesta Wejhera, ale później traktatem z 26 lutego 1585 r. uchylił konstytucję Karnkowskiego, która stanowiła gwarancję panowania polskiego na wybrzeżu i morzu. Ponadto zrzekł się do zasięgania opinii Gdańska przed podjęciem decyzji w kwestiach morskich.44 Oznaczało to koniec wielkich aspiracji morskich Rzeczypospolitej.

W drugiej połowie XVI wieku, kiedy to Polska gwałtownie zetknęła się z problemami morza, pojawiło się w polskim piśmiennictwie wojskowym dzieło o charakterze wyjątkowym, które różni się na korzyść od wszystkich ówczesnych polskich traktatów wojskowych stroną ilustracyjną, tj. planami bitew, schematami szyków bojowych i rysunkami sprzętu wojskowego. Była to pierwsza praca wojskowa tak bogato ilustrowana, przewyższająca pod względem technicznym opisów pozostałe polskie traktaty wojskowe XVI wieku. Dziełem tym były Księgi hetmańskie Stanisława Sarnickiego.45

Autor tego niezwykłego dzieła nie był wojskowym, lecz duchownym protestanckim. Urodził się około roku 1532 w Mokrem Lipiu w ziemi chełmińskiej. Studiował na uniwersytecie w Królewcu, zajmował się badaniami historycznymi i geografią. Wiele też podróżował, także morzem. Stąd dobrze znał obce kraje, a ponadto czytał rozprawy zagranicznych autorów.

W latach 1577-1578 powstało dzieło Księgi hetmańskie, ale jego największym dziełem historycznym były „Roczniki", wydane drukiem w Krakowie w roku 1587, w których autor opisał dzieje Polski od czasów najdawniejszych aż do panowania Stefana Batorego.

Interesujące nas dzieło Stanisława Sarnickiego Księgi hetmańskie składa się z 10 ksiąg, które dzielą się na rozdziały i podrozdziały. Zachowało się ono do naszych czasów w sześciu rękopisach. W tym obszernym dziele o sztuce wojennej zawarł wiedzę o ćwiczeniach żołnierzy i działaniu wojska podczas wojny, opierając się na doświadczeniach polskich i obcych. Natomiast przedostatnia, IX księga dzieła Sarnickiego zawiera wiadomości nie spotykane w innych polskich pracach wojskowych XVI wieku, poświęcona bowiem została zagadnieniom morskiej sztuki wojennej. Tytuł zaś jej brzmi Dziewiąte księgi o zwyczaju morskiej bitwy. Napisana ona została na podstawie księgi XI traktatu Walturiusza poświęconej bitwom morskim i budowie okrętów oraz księgi IV Wegecjusza. Wstępna jej część zawiera opis różnych typów okrętów oraz materiałów używanych do ich budowy. W warunkach polskich, jego zdaniem, najlepszym drzewem był dąb, król wszystkich drzew. Natomiast do jego zbijania proponował używanie gwoździ miedzianych, a nie żelaznych. Z kolei w rozważaniach O czasiech nawigacyjej, o znakach, o wiatrach, o zegarze okrętowem, natura morza pełno jest szczegółów i ciekawostek, gdyż w tej materii jego wiedza nie mogła być zbyt duża.46 Ponadto Sarnicki przytoczył przykład bitwy morskiej, opisując oraz przedstawiając graficznie na planie bitwę stoczoną w roku 1571 przez flotę Ligi panów chrześcijańskich pod dowództwem Don Juana d'Austria z flotą turecką Alipaszy pod Lepanto, w Zatoce Korynckiej, chociaż błędnie ją umiejscowił w Zatoce Ambracyjskiej, gdzie w starożytności stoczona została bitwa morska pod Akcjum. 47

Sarnicki wzywał też do utworzenia „Szkoły morskey woyny", która miała przygotować oficerów głównie do „kunsztów fraybierskich", tj. do działań na morzu. Uważał, że szkoła taka mogła być urządzona nad Wisłą w okolicach Krakowa, gdyż pozwoliłoby to na sprawowanie nad nią patronatu przez dwór królewski.48 Podkreślał, że także oficerowie wojsk lądowych powinni być przygotowani do udziału w obronie wybrzeża.

„Księgi hetmańskie" Stanisława Sarnickiego były pierwszym dziełem w polskim piśmiennictwie wojskowym końca XVI wieku, które przedstawiało całokształt problematyki działań na morzu.49

Po śmierci Króla Stefana Batorego ponownie nawiązano do idei bałtyckiej. Było to związane z elekcją Zygmunta III Wazy na tron polski. Elektorzy oczekiwali od niego prowadzenia aktywnej polityki morskiej, ale naturalnie bez nadzwyczajnych obciążeń szlachty. Wyrazicielem tych tendencji był m. in. Stanisław Gostomski, który w napisanej w 1587 r. broszurze pt. Racje pro electione Zygmunta, królewicza szwedzkiego, militantes in anno 1587 uważał, iż wyniesienie Wazy na tron polski pozwoli na płaszczyźnie współpracy politycznej i gospodarczej ze Szwecją, wskrzesić flotę oraz tą drogą uwolnić polski handel morski od ciężarów duńskiego cła.50

Wybór w roku 1587 Zygmunta III Wazy na króla Polski tych oczekiwań nie spełnił. Będąc z pochodzenia Szwedem, marzył o koronie swego rodzinnego kraju. Po wymuszonej przez stryja Karola IX detronizacji Zygmunta III z tronu szwedzkiego w 1598 r., z którą ten się do końca życia nie pogodził, stało się to pretekstem do rozpoczęcia przez królów szwedzkich długoletnich wojen z Polską. Najważniejszą przyczyną walki o „dominium maris Baltici" było jednak dążenie Szwecji do opanowania całego basenu Morza Bałtyckiego. Pozostanie jednakże bezspornym faktem, że Zygmunt III i jego dwaj synowie Władysłwa IV i Jan Kazimierz przez 60 lat z małymi przerwami musieli walczyć ze Szwecją o polski stan posiadania nad Bałtykiem.

Początki morskiej myśli wojskowej w Polsce sięgają drugiej połowy XV wieku, ale rozwój zainteresowania problematyką morską nastąpił w XVI wieku, do czego przyczyniło się realizowanie idei „dominium maris Baltici". Twórca tej koncepcji Zygmunt August spowodował jej szeroki rozwój, obejmujący kilka kompleksów zagadnień. Należały do nich zabiegi związane z ochroną własnych portów i sprawowanie władzy zwierzchniej nad całą południowo-wschodnią częścią Bałtyku, co doprowadziło do utworzenia Komisji Morskiej i rozbudowy floty wojennej.

Ten ambitny i wszechstronny program bałtycki nie znalazł, niestety, należytego zrozumienia wśród szlachty. Był on w znacznej mierze dziełem samego króla i jego otoczenia, a głównie Jana Kostki, Stanisława Karnkowskiego, Jana Dymitra Solikowskiego, Jana Zamoyskiego i Ernesta Wejhera.

Po śmierci Zygmunta Augusta podczas wszystkich trzech kolejnych elekcji zagadnienia morskie wysuwano na plan pierwszy, a pacta conventa nakładały na królów tradycyjny od czasów Henryka Walezego obowiązek wystawienia i utrzymania floty wojennej, gdyż ogół zrozumiał, że nie dość jest odzyskać dostęp do morza, lecz że należy umieć ten dostęp wyzyskać w postaci wykorzystania Bałtyku, jako arterii komunikacyjnej, a przy tem wykorzystaniu należy mieć zbrojną służbę na morzu. 51

Natomiast morska teoretyczna myśl wojskowa w Polsce do końca XVI wieku nie wyszła poza stadium początkowe, gdyż poza Księgami hetmańskimi Stanisława Sarnickiego nigdzie nie poruszono problematyki wojny na morzu. Było to wynikiem specyfiki zagrożenia zewnętrznego, w którym aspekt morski odgrywał niewielką rolę. 52 Dopiero następne stulecie stało się okresem żywiołowego jej rozwoju.


Przypisy:

Zdaniem J. Widajewicza, to Mieszko I i Bolesław Chrobry byli twórcami polskiej polityki bałtyckiej i morskiej. Zob. J. Widajewicz, Słowianie zachodni na Bałtyku , Toruń 1934, s. 26-36.
Zob. E. Kosiarz, Wojny na Bałtyku X-XIX w: Gdańsk 1978, s. 35-40; G. Labuda, Fragmenty dziejów Słowiańszczyzny Zachodniej, t. 2, Poznań 1964, s. 125-131.
E. Koczorowski, Pierwsze związki Polski z Bałtykiem, „Przegląd Morski", 1982 nr 7-8, s. 98-99;
W. Dzwonkowski, Wojsko i wojna u Słowian w pierwszym 1000-leciu po Chrystusie, „Bellona", 1945 nr 6, s. 238.
M. Prosnak, Flota polska w dobie pierwszych Piastów w świetle zachodnich źródeł, „Nautologia", 1991 nr 3-4, s. 40.
Zajęcie przez Krzyżaków w 1309 r. Pomorza Gdańskiego nie zahamowało jednak aktywności gospodarczej książąt pomorskich, uzyskujących znaczne korzyści z portów morskich. Zob. W. Odyniec, Sprawy morskie I Rzeczypospolitej, „Przegląd Morski", 1986 nr 7-8, s. 120.
Na temat wojny trzynastoletniej istnieje obszerna literatura, a m. in.: J. Wimmer, M. Krwawicz, Wojna trzynastoletnia (1454-1466), Warszawa 1957; M. Biskup, Wojna trzynastoletnia i powrót Polski nad Bałtyk w XV wieku, Kraków 1990; tenże, Stosunek Gdańska do Kazimierza Jagiellończyka w okresie wojny trzynastoletniej, Toruń 1952; tenże, Gdańska flota kaperska w okresie wojny trzynastoletniej, Gdańsk 1953; tenże, Wojny Polski z Zakonem Krzyżackim 1308-1521, Gdańsk 1993; M., Bielski, W. Rezmer, Bitwy na Pomorzu 1109-1995, Gdańsk 1993. Działania morskie przedstawił W. Hubert, Wojny bałtyckie, Warszawa 1939, ale ostatnio opracował je gruntownie J.W. Dyskant, Zatoka Świeża 1463, Warszawa 1987.
Do działań bojowych przystosowywano statki handlowe, które po niezbędnej przebudowie i przezbrojeniu stawały się okrętami wojennymi. Ich kapitanowie otrzymywali od władców lub rad miejskich specjalne upoważnienia do prowadzenia działań na morzu, zwane listami kaperskimi. Zob. W. Zarzycki, Kaprowie
i piraci polscy, Warszawa 1997. Problemy techniczne ówczesnych jednostek wojennych przedstawiono w pracy Polska technika wojskowa do 1500 roku, pod red. A. Nadolskiego, Warszawa 1994, s. 362-377.
M. Biskup, Gdańska flota kaperska w czasie wojny trzynastoletniej 1454-1466, Gdańsk 1953, s. 21; M. Pelczar, Rozwój i stan badań historycznych nad dziejami polskiej floty morskiej okresu do końca XIX wieku, „Rocznik Ośrodka Nauk Społecznych i Wojskowych Marynarki Wojennej", 1966 nr 3, s. 24.
W liście zamieszczano imię władcy lub wystawiającej go rady miejskiej, nazwisko i imię kapitana, zezwolenie na zwalczanie statków przeciwnika lub innych płynących do jego portów oraz wykaz państw i miast neutralnych, których statki należało oszczędzać, jeżeli nie płynęły do portów przeciwnika. List zawierał także prośbę o pomoc w zaopatrzeniu danego kapitana w żywność i inne niezbędne środki oraz zapewnienie mu swobody żeglugi na wodach lub w portach państw przyjacielskich.
J.W. Dyskant, op. cit., s. 137-168.
M. Krwawicz, Działania polskiej floty wojennej podczas wojny o odzyskanie Pomorza w latach 1454-1466, „Myśl Wojskowa", 1956 nr 1, s. 85.
W. Odyniec, Sprawy morskie I Rzeczypospolitej, w: Polityka morska państwa w 40-leciu PRL, Gdańsk 1986, s. 2.
E. Koczorowski, Gdy systemem kaperskim floty wystawiano, „Przegląd Morski", 1982 nr 9, s. 62.
T. Górski, Flota Jagiellonów i Wazów, Gdańsk 1989, s. 104-105.
K. Lepszy, Dzieje floty polskiej, Gdańsk 1947, s. 43.
S. Bodniak, Żołnierze morscy Zygmunta Augusta (1517-1522), „Nautologia", 1970 nr 1-2, s. 42-43.
W. Odyniec, Starostwo puckie 1546-1678, Gdańsk 1961, s. 53.
T. Ocioszyński, Rozwój żeglugi i myśli morskiej, Gdynia 1968, s. 284.
K. Lepszy, Zarys dziejów polskiej marynarki, Kraków 1947, s. 9-11; W. Odyniec, Sprawy morskie I Rzeczypospolitej..., s. 1-16; tenże, Polskie dominium maris Baltici, „Nautologia", 1981 nr 4, s. 50-53.
Zob. K. M. Kowalski, Puck jako twierdza morska i siedziba arsenału w XVI i XVII w., w: Związki Pucka z morzem i Marynarką Wojenną, Puck 1998, s. 51-68.
J. Wójcik, Dzieje Polski nad Bałtykiem, Warszawa 1989, s. 150.
W. Odyniec, 400-lecie powołania Komisji Morskiej, „Rocznik Ośrodka Nauk Społecznych i Wojskowych Marynarki Wojennej", 1968 nr 4, s. 41-46; E. Koczorowski, Pierwsza Komisja Morska i jej wpływ na rozwój polskiej floty wojennej w XVI w., „Przegląd Morski", 1968 nr 6, s. 43-54.
Zob. W. Aleksandrowicz, Jan Kostka senator wielkiej sławy i rozumu praeses primarius commissarius Komisji Morskiej, „Nautologia", 1968 nr 1-2, s. 53-58.
J. Wójcik, op. cit., s. 163.
J. Pertek, Polacy na morzach i ocenach, t. 1, Poznań 1981, s. 104-105.
S. Bodniak, Polska a Bałtyk..., s. 88; K. Lepszy, op. cit., s. 104.
K. Lepszy, op. cit., s. 106-107.
Polski system kaperski działał pod znakiem majestatu bandery królewskiej, która chroniła okręty floty przed podejrzeniami o piractwo.
Okręty floty strażniczej podnosiły dwie bandery: narodową i królewską. Bandera narodowa nawiązywała wzorem i barwą do chorągwi Korony Królestwa Polskiego, a zatem całego państwa.
Pierwsze artykuły morskie król ogłosił 31 maja 1566 r., ale ich treść pierwotna nie zachowała się.
Zob. S. Bodniak, Ordynacja dla kaperskiej floty polskiej z 1571 roku; Komunikat Instytutu Bałtyckiego nr 27, Gdynia 1935; J. Wójcicki, Dzieje Polski nad Bałtykiem, Warszawa 1989, s. 155-159.
K. Górski, Polska w zlewisku Bałtyku, Gdańsk-Bydgoszcz-Szczecin 1947, s. 121.
K. Lepszy, Dzieje floty polskiej, Gdańsk 1947, s. 164; twierdzi, że galeona ocalała i nie została spalona przez flotę gdańską. Faktem było jednak, że do służby nie weszła.
W. Odyniec, op. cit., s. 46.
S. Bodniak, Sprawy „Straży morskiej" w bezkrólewiach i za Henryka Walezego (1572-1575), „Nautologia", 1968 nr 1-2, s. 102-106.
Zob. E. Kotarski, U progu marynistyki polskiej XVI-XVII wiek, Gdańsk 1978, s. 220-268.
Z. Lepszy, Dominium maris Baltici, s. 204.
W. Odyniec, Pojęcia dominium maris Baltici u Stanisława Karnkowskiego, „Nautologia", 1981 nr 4, s. 50-53.
Jego zasługi dla spraw morskich obszernie opisał E. Kotarski, Kto ma państwo morskie... Problemy morza w opinii dawnej Polski, Gdańsk 1970, s. 39-54.
Zob. E. Kotarski, op. cit., s. 171-186.
J. Górski, Poglądy merkantylistyczne w polskiej myśli ekonomicznej XVI i XVIII wieku, Wrocław-Warszawa 1958, s. 65.
E. Kotarski, U progu marynistyki ..., s. 234-235.
K. Lepszy, Dzieje floty polskiej, s. 145.
S. Bodniak, Stefan Batory a Gdańsk, „Rocznik Gdański", R. VI, Gdańsk 1932, s. 131-134.
Zob. J. Wójcicki, op. cit., s. 159-160; J. Sikorski, Polskie piśmiennictwo wojskowe od XV do XX wieku, Warszawa 1991, s. 104-114; tenże, Stanisław Sarnicki jako pisarz wojskowy, „Zeszyty Naukowe WAP" 1967, Seria historyczna nr 15, s. 56-62.
Do wiadomości morskich Sarnickiego krytycznie odniósł się Stanisław Bodniak, który próbując ustalić ich źródła zwrócił jednak uwagę na fakt, że słownik morski autora „Ksiąg hetmańskich" jest najbogatszy na przestrzeni XVI wieku. S. Bodniak, Sprawy morskie w „Księgach hetmańskich" Sarnickiego (1575-1577), „Rocznik Gdański", t. XII, Gdańsk 1939, s . 117-124.
Zob. O zwyczaju morskiej bitwy, pod red. J. Z. Lichańskiego, Gdańsk 1984, s. 54-80.
J. Wójcicki, op. cit., s. 159-160.
Szerzej J. Sikorski, „Księgi hetmańskie" Stanisława Sarnickiego na tle piśmiennictwa wojskowego w Polsce XVI wieku, „Studia i Materiały do Historii Wojskowości" 1966, t. XII, s. 3-69.
E. Kotarski, U progu marynistyki polskiej..., op. cit., s. 143.
W. Hubert, Historia wojen morskich, Warszawa 1935, s. 256.
K. Olejnik, Rozwój polskiej myśli wojskowej do końca XVII w., Poznań 1976, s. 194

"Głos Polski" pos. Antoni Macierewicz (2008-06-20)

"Głos Polski" pos. Antoni Macierewicz (2008-06-20)Felietonsłuchajzapisz

Donald Tusk przekazuje nieprawdziwe informacje o polskich stoczniach (2007-10-09)

Donald Tusk przekazuje nieprawdziwe informacje o polskich stoczniach (2007-10-09)Rodzaj audycji: [Aktualności dnia]
Autor: Andrzej Jaworski - Prezes Stoczni Gdańskiej
Adres: http://www.radiomaryja.pl/audycje.php?id=6047
Problem w polskich stoczniach (2007-01-25)Rodzaj audycji: [Aktualności dnia]
Autor: Paweł Brzezicki - Prezes Agencji Rozwoju Przemysłu
Adres: http://www.radiomaryja.pl/audycje.php?id=4129
O co walczy Stocznia Gdynia? (2006-12-02)Rodzaj audycji: [Aktualności dnia]
Autor: Andrzej Jaworski - Prezes Stoczni Gdańskiej
Adres: http://www.radiomaryja.pl/audycje.php?id=3582
Stocznia Gdańska wytoczyła proces "Gazecie Wyborczej" (2006-10-19)Rodzaj audycji: [Aktualności dnia]
Autor: Andrzej Jaworski - Prezes Stoczni Gdańskiej
Adres: http://www.radiomaryja.pl/audycje.php?id=3170
Stocznia Gdańska została oddzielona od Gdyńskiej (2006-08-22)Rodzaj audycji: [Aktualności dnia]
Autor: Paweł Brzezicki - prezes Agencji Rozwoju Przemysłu
Adres: http://www.radiomaryja.pl/audycje.php?id=2699
Co dalej z kolebką Solidarności? Obecna sytuacja w Stoczniach: Gdańskiej i Gdyńskiej. (2006-06-21)Rodzaj audycji: [Aktualności dnia]
Autor: Andrzej Jaworski - prezes Stoczni Gdańskiej
Adres: http://www.radiomaryja.pl/audycje.php?id=2306

Zelmer, czyli jak stracić 42 miliony

Zelmer, czyli jak stracić 42 miliony
Nasz Dziennik, 2008-06-18
Wysocy urzędnicy ministerstwa skarbu usłyszeli prokuratorskie zarzuty w związku z zaniżeniem ceny rzeszowskiego Zelmeru przy prywatyzacji tej spółki w 2005 roku. Doradzające przy prywatyzacji firmy BAA Polska i Dom Maklerski BZ WBK nie zostaną pozwane o zapłatę odszkodowania, ponieważ roszczenie Skarbu Państwa uległo przedawnieniu. Wątek śledztwa dotyczący domniemanego "ustawiania prywatyzacji" pod konkretnego nabywcę został miesiąc temu wyodrębniony do osobnego postępowania i - na podstawie zgromadzonego materiału dowodowego - umorzony "z powodu braku znamion czynu zabronionego".

Dwóch byłych podsekretarzy stanu w Ministerstwie Skarbu Państwa Dariusz W. i Przemysław M. oraz dwóch innych pracowników tego ministerstwa Jacek G. i Janusz R. usłyszało zarzuty w śledztwie dotyczącym prywatyzacji rzeszowskiego Zelmeru. Prokuratura ustaliła, że przy prywatyzacji Zelmeru w styczniu 2005 r. przychody Skarbu Państwa ze sprzedaży zakładu zostały zaniżone o ponad 42 mln złotych. Rzecz miała miejsce w czasie rządów premiera Marka Belki i szefa resortu skarbu - Jacka Sochy. Urzędnicy ministerstwa skarbu dopuścili do rażącego zaniżenia wartości spółki oraz zaniżenia ceny emitowanych akcji, co potwierdzili biegli z Centrum Ekspertyz Gospodarczych w Poznaniu. Doradcami MSP przy tej prywatyzacji były firmy BAA Polska i Dom Maklerski BZ WBK. Niestety, żadna z nich może nie ponieść odpowiedzialności materialnej za straty Skarbu Państwa. Prokuratoria Generalna SP w dniu 1 lutego 2007 r. wydała opinię prawną, iż niezasadne byłoby wystąpienie o odszkodowanie do doradców prywatyzacyjnych z uwagi na to, że roszczenia odszkodowawcze z tego tytułu uległy przedawnieniu (upłynęły 2 lata od daty odbioru dzieła).

Zwrócą 42 miliony?
- Po ewentualnym wniesieniu aktu oskarżenia wobec podejrzanych możliwe stanie się rozważenie zastosowania art. 46 par. 1 kodeksu karnego - poinformował rzecznik rzeszowskiej prokuratury apelacyjnej Mariusz Kowal. Artykuł ten mówi, że w razie skazania za przestępstwo przeciwko mieniu lub obrotowi gospodarczemu sąd, na wniosek pokrzywdzonego lub innej osoby uprawnionej, orzeka obowiązek naprawienia wyrządzonej szkody w całości albo w części. W takim wypadku nie stosuje się przepisów prawa cywilnego o przedawnieniu roszczeń.
Zelmer został sprzedany w ofercie publicznej poprzez zaoferowanie akcji na giełdzie za cenę 48 mln zł, a więc zaniżoną blisko o połowę. PEF V Zelmer Holdings, spółka z Luksemburga należąca do Enterprise Investors, nabyła za zgodą MSP 25 proc. akcji.
Podejrzanym - podsekretarzom i urzędnikom resortu skarbu - prokuratura zarzuciła wyrządzenie szkody w wielkich rozmiarach poprzez niedopełnienie obowiązku i nadużycie uprawnień związanych z piastowaną funkcją publiczną. Grozi za to od roku do 10 lat więzienia. Żaden z nich nie przyznaje się do winy. Wobec złożenia przez strony nowych wniosków dowodowych śledztwo, które miało zakończyć się w początkach czerwca, przedłużone zostało do 25 lipca tego roku.
- Prowadzone są dalsze przesłuchania i czynności dowodowe - poinformował rzecznik rzeszowskiej prokuratury okręgowej.
Najciekawszy aspekt sprawy pozostanie jednak poza dalszym zainteresowaniem prokuratury. 30 kwietnia br., więc już za rządu premiera Donalda Tuska, prokuratura wyłączyła do osobnego rozpoznania, a dwa tygodnie potem - umorzyła wątek działania funkcjonariuszy państwowych na szkodę interesu publicznego (art. 231 kodeksu karnego). Umorzeniem objęte zostało m.in. podane w zawiadomieniu zatajenie w prospekcie emisyjnym Zelmeru faktu istnienia podmiotu zagranicznego PEF V Zelmer Holdings z siedzibą w Luksemburgu, posługującego się nazwą Zelmer, oraz przeznaczenie zbyt małej liczby akcji dla inwestorów indywidualnych i jednocześnie ograniczenie dostępności akcji dla dużych inwestorów strategicznych poprzez ograniczenie do 10 dni czasu na składanie ofert zakupu akcji.
- Wybraliśmy ofertę Enterprise Investors, ponieważ uważaliśmy, że mając pakiet 25 proc. akcji, będzie dobrym inwestorem stabilizującym na okres 3 lat, zabezpieczającym Zelmer przed wrogim przejęciem - tłumaczył na łamach mediów Jacek Socha, były minister skarbu, po giełdowym debiucie Zelmeru. - To, co zrobiła grupa Enterprise Investors, próbując ogłosić wezwanie do kupienia dalszych 25 proc. akcji Zelmeru jeszcze przed publicznym debiutem, było zagraniem nie fair. Powtórnie bym im nie zaufał - zastrzegł Socha. Obecnie spółka jest właścicielem 48,58 proc. akcji Zelmer SA.
Wkrótce po prywatyzacji Zelmeru, w marcu 2005 r., w radzie nadzorczej Zelmer SA zasiadł Michał Boni, obecnie szef doradców premiera Tuska (był w niej do października 2007 r., tj. do ostatnich wyborów). Media informowały, że Boni był wcześniej doradcą Enterprice Investors.
- Śledztwo w sprawie tego wątku prywatyzacji umorzono wobec braku w czynie ustawowych znamion czynu zabronionego - poinformowała prokuratura. - Umorzenie było następstwem zgromadzonego w sprawie materiału dowodowego, w tym opinii biegłych z Centrum Ekspertyz Gospodarczych w Poznaniu.

Małgorzata Goss